wtorek, 10 stycznia 2012

„Powrót Młodego Księcia” – już sam tytuł nasuwa nam skojarzenie ze słynną opowieścią o Małym Księciu i wszystkich postaci, przez niego spotkanych. Co zastaniemy w środku? Kontynuację? Dopełnienie opowieści? Takie pytania pojawiły się, zanim zajrzałam na pierwszą stronę.

Alexandro Guillermo Roemmers samotnie przemierza Patagonię. Gdy zauważa skuloną postać na poboczu, nie zdaje sobie jeszcze sprawy, jak wielki będzie ona miała wpływ. Chłopiec wygląda na zagubionego, głodnego. Nasz dzielny kierowca postanawia mu pomóc, z czystego ludzkiego odruchu. Nie będzie to jednak zwykła przysługa, polegająca na nakarmieniu, ogrzaniu, czy spełnieniu innych podstawowych cielesnych potrzeb każdego człowieka. Chodzi tu o coś więcej.

Trochę niesforny chłopiec o blond włosach, zaczyna nam przypominać Małego Księcia. Nie bez powodu, o czym można się przekonać, czytając książkę. Nie chcę zdradzać od razu całości. Bowiem to największa przyjemność w czytaniu, odkrywanie. Traktuję tę książkę jako nawiązanie do dzieła Antoine’a Saint-Exupéry’ego. Tylko i aż. Nie chcę dokonywać porównań. Nie o to chodzi.

Intuicja. Dyscyplina. Porządek. Poważny człowiek. Szczęście. Przyjaciel. To tylko kilka spraw, które są poruszane przez A.G. Roemmersa. Wydają się oklepane, trywialne lub przeciwnie, bez odpowiedzi. Były wielokrotnie poruszane w wielu książkach. Cóż może być nowego? Dużą zaletą jest zadawanie ich z perspektywy Młode Księcia, osoby, która już dzieckiem nie jest, lecz dorosłym również. Powoli wychodzi z bańki dzieciństwa i dostaje przysłowiowym obuchem. Niewiele rozumie i poszukuje odpowiedzi...

Gdy chciałam wybrać kilka cytatów do tej recenzji, stwierdziłam, iż jest to niemożliwe. Niemal cała książka mogłaby nim być. W tej niewielkiej objętości kryje się wiele mądrości. Po cóż komplikować i ubierać w zbędne, nadmiarowe słowa? Dobrze mi się czytało, zwłaszcza w tym szczególnym przedświątecznym czasie. Skłania do refleksji, na którą na co dzień nie ma za dużo czasu, czy sposobności. Do tego znajdziemy w środku przyjemne ilustracje, obrazujące sytuację. Miłe dla oka.

Reasumując, szczerze polecam na podróż z A.G. Roemmersem. Warto wrócić do podstawowych pytań. Czasem zbyt mocno chcę się utrudniać życie. Będzie prosto, klarownie i przeważnie przyjemnie. Czy znajdziemy odpowiedzi? Tego nie wie nikt, poza nami samymi.

Powrót Młodego Księcia, A.G. Roemmers , Wydawnictwo WAB, 2011

Recenzja opublikowana na kobieta20.pl

sobota, 31 grudnia 2011

...koniec roku. Obfituje w pozytywne wydarzenia dla mnie. Przede wszystkim naprawdę wypoczywam... To ważne, szczególnie przed zbliżającą się sesją. Nabiorę energii. Spędzam czas z bliskimi, tak na spokojnie.

A propo spotkań, to jedno było nietypowe. Może lepszym słowem by było niecodzienne. Udało się zgrać terminowo-miejscowo i gdzieś w Polsce spotkały się wspaniałe blogerki. Mowa tu o Kocie, Vericie i mnie oczywiście. Czas pędził jak szalony i ciężko się było nagadać. Dzięki Dziewczyny za świetnie spędzone popołudnie.

To nie koniec miłych chwil. Wczoraj pogoda mnie rozpieściła. Byliśmy na nartach w Zieleńcu i spadło duuuużo śniegu (jak na tegoroczną zimo-wiosnę). Nawet choinki ubrały białe sukienki!

Teraz w piekarniku ostatnia porcja mufiin czekoladowo-malinowych, za chwilę doprodukuję czekoladowo-wiśniowe... Niebo w gębie zawdzięczam przepisom z tej strony. Zawsze wychodzą i są smakowite :)).

I jak tu nie mieć dobrego humoru? :) Czego i Wam życzę w ostatni dzień roku. :)

środa, 28 grudnia 2011

Koniec roku skłania do refleksji, podsumowań. Tych typowo osobistych raczej nie uskuteczniam. Nie widzę powodu, bo cóż to miałoby dać? Ewentualnie pozwoliłoby na uniknięcie pewnych porażek w przyszłości. Zabrzmiało poważnie, a nie miało. Mam ochotę na małe książkowe podsumowanie. Kto ma chęć, zapraszam.

Zatem zgodnie z listą, udało mi się przeczytać 28 książek w tym roku. Dużo? Mało? A właściwie jakie to ma znaczenie?! Jakość, wszak nie ilość się liczy. Wiadomo raz większa, raz mniejsza chęć, sposobność na czytanie. Ma być dla mnie przyjemnością, więc nic na siłę. Żadnych limitów nie muszę wyrabiać. Ostanie dwa-trzy miesiące z pewnością zwiększyły mój spis. To ze względu na nudne zajęcia na uczelni. Zresztą nie tylko ja uskuteczniałam tak zwane „podławkowe” czytanie :D. Skutecznie nauczyłam się wyłączać z otoczenia.

Literackie odkrycie roku to Kinga Choszcz. Mowa tu oczywiście o mym osobistym rankingu. Pisałam o Niej tu, lecz przeczytałam także dwie inne Jej książki. Odczucia mam podobne... Pasja podróżowania, odkrywania i życia zgodnie z własnymi marzeniami, celami, a także z szacunkiem dla drugiego człowieka przekonuje. Oby więcej takich postaci.

Przeczytałam kilka pozycji o losach kobiet w różnych częściach świata. Bardzo pouczająca lektura, pozwalająca na docenienie własnej rzeczywistości. Poza walorem poznawczym, oczywiście. Nie wszystkie były smutne, przepełnione przemocą. Zaradne, przedsiębiorcze kobiety również się zdarzały.

Mam za sobą także swój pierwszy (chyba) reportaż - Witajcie w raju : reportaże o przemyśle turystycznym / Jennie Dielemans. Pamiętam, że czytałam go podczas wakacji. Zrobił na mnie spore wrażenie. Nie będę teraz zamieszczać recenzji. Chcę zaznaczyć, iż dzięki niemu chętnie sięgnę po kolejne pozycje z tej kategorii. Myślę, że mogą one w cichy, niemal nie zauważalny sposób poszerzyć horyzonty. Nie męczą, czyta się je jak powieść. Czekam w bibliotecznej kolejce na: Światu nie mamy czego zazdrościć : zwyczajne losy mieszkańców Korei Północnej / Barbara Demie.

Kryminałów nie mogło zabraknąć! Camilla Läckberg królowała najczęściej. Nie dziwię się, już czekam na następną część. Polskie autorki również stanęły na wysokości zadania. Nie mamy się czego wstydzić. Larsson wreszcie wpadł w moje łapki. Powiem jedno – nie mogę się oderwać! Nie bez powodu ma tyle wspaniałych recenzji.

O porażkach czytelniczych nie będzie. Nie było ich chyba za dużo, niewiele pamiętam. Nie widzę sensu w rozdrapywaniu ran.

Jak zwykle na część książek trafiłam dzięki Wam Drogie Blogerki. Za co serdecznie dziękuję. Blogi są nieustającą inspiracją, nie tylko czytelniczą...

A jak u Was wypada literacko rok 2011? Który gatunek najczęściej się pojawiał? :))

piątek, 09 grudnia 2011

Dwa zupełnie różne państwa. Dwie zupełnie różne rodziny. Tak można przedstawić szkielet powieści.

Amerykańskie małżeństwo pragnie dzieci, ale okazuje się, iż nie może ich mieć. Indyjskiej parze rodzi się córka. Jak wiadomo, nie jest to płeć pożądana w tym azjatyckim kraju. Mała trafia do sierocińca, skąd zbiegiem okoliczności trafia do naszej zachodniej rodziny. Każdy z osobna przeżywa dramat. Są i dobre chwile.

Autorka porusza bardzo trudne tematy takie jak niepłodność, adopcja, poszukiwanie własnej tożsamości oraz stawia pytanie, jak istotni są dla nas biologiczni rodzice? Atmosfera mogłaby się wydawać ciężka, jednak pisarka prowadzi nas przez tę historię dość lekko. Na ile oczywiście to możliwe.

Wspaniale przedstawia wątki dwóch rodzin, które w końcu zaczynają się łączyć. Może nie bezpośrednio, ale jednak... Życie bywa przewrotne.

Poza tym ta książka, to okazja na literackie spotkanie z Indiami. Bardzo lubię takie akcenty w literaturze, szczególnie, iż z tymi regionami mam ostatnio sporo wspólnego.

czwartek, 10 listopada 2011

Kinga Choszcz. Od pierwszego „przeczytania” bardzo polubiłam tę podróżniczkę. Ma w sobie coś przyciągającego i sprawiającego, że ma się ochotę na więcej!

Książka wydana jest w postaci zapisków z wyprawy. Kinga opisuje otaczającą ją rzeczywistość. Egzotyka dla mnie. Wiele tu jej ciekawych i jakże mądrych spostrzeżeń. Wewnątrz okładki znajduje się mapka trasy, którą przebyła. Imponująca. Poza tym w środku znajdziemy wiele wspaniałych zdjęć, które choć trochę przybliżą nam tamtejsze realia życia... To wszystko sprawia, że czujemy się, jakbyśmy z nią podróżowali. Cały czas jej kibicowałam i przeżywałam razem z nią kolejne etapy wyprawy. Co z tego, że tylko wzrokiem po kartce.

Kinga Choszcz wyrusza z Polski w celu dotarcia do Nepalu i Indii. Głównym środkiem transportu będzie autostop. Niewiele planuje. Jak czytamy na początku kochała wolność, ludzi i przyrodę. Zdaje się na los i okoliczności danej chwili. Podróżuje sama, co nie znaczy, że samotnie. O nie! Na swojej drodze spotyka wielu cudownych, troskliwych i bezinteresownych ludzi.

Z każdej strony emanuje jej pozytywne nastawienie do życia. „Uważała, że życie szczęśliwego człowieka polega na tym, żeby żyć najlepiej jak się tylko da, bez wieszania poprzeczki zbyt wysoko”. Bardzo podoba mi się ta dewiza.

„Pierwsza wyprawa Nepal” to ostatnia jej książka, a zarazem pierwsza. Przede mną jeszcze jedna. Więcej nie będzie. I to jest najsmutniejsze...

Co sądzicie o literaturze podróżniczej? Jakie macie udane, ale jakie zakończone fiaskiem z nią przygody czytelnicze? :))

środa, 02 listopada 2011

Co ma zachęta do wiatraka? Parafrazując znane powiedzonko, przypomniały mi się wakacyjne wiatraki. Bardzo lubię te konstrukcje. Często drewniane, naznaczone znakiem czasu są świetnym przerywnikiem podróży. Czasem potrzeba zachęty, jakiegoś bodźca w wędrowaniu... Z różnych powodów. Zmęczenie. Kolejna góra do pokonania na rowerze. Upał. Nieustające deszcze.

Dla mnie świetnie do tego nadają się właśnie wiatraki! Szybko zapominam o trudach w podróżowaniu... Przyjemnie koło nich siąść i przez moment odpocząć. Uwielbiam wówczas sobie wyobrażać, jak toczyło się wtedy życie. Domyślam się, że mogły stanowić strategiczne miejsce dla lokalnej ludności.Przynosiły z pewnością wiele korzyści...

Dziś przedstawię te spotkane podczas ostatnich wakacji.

Bornholm, białe wiatraki typu rotunda. 

Bornholm, dobrze zachowany z 1643 roku wiatrak obrotowy przypominający nasze polskie koźlaki.

Niemcy, wiatrak holenderski w Banin na wyspie Uznam

Dodatkowy atut to wspaniałe krzaki z jeżynami! Uwielbiam :)

W pobliżu na domach jako dekoracje.

Polska, jezioro Powidzkie, okolice Ostrowa.

Co dla Was jest inspiracją, zachętą podczas wyjazdów? :))

piątek, 14 października 2011

Właściwie nie sięgam po książki z nutką fantasy w tle. Po prostu to nie mój gatunek. Jednak „Spadek” mnie zaintrygował. Kto by nie chciał dostać w spadku kamienicy, i to w Krakowie! Stąd informacja od wydawcy dotycząca paranormalnych zjawisk pojawiających się w budynku, nie zraża mnie.

Małgosia Jaworska to główna bohaterka powieści J. D. Bujak. Jest młodą lekarką, pracującą na wybrzeżu. To typowa realistka, wierząca w naukę. Zdecydowanie twardo stąpa po ziemi i lubi swoje poukładane, dość przewidywalne życie. Pewnego dnia otrzymuje tajemniczy list od adwokata, z którego dowiaduje się, iż dostaje tytułowy spadek po ciotce Aurelii. Sprawa jest tym bardziej dziwna, iż nie utrzymywała z nią od lat kontaktu. Dlaczego zatem to ona została wybrana?

„Spadek” okazuje się być krakowską kamienicą. Nie można jej sprzedać, ani wynająć. Jedyna możliwość to zamieszkanie w niej lub oddanie na rzecz klasztoru. Tak głosi testament. Dziewczyna decyduje się na przeprowadzkę na drugi koniec Polski. Zostawia przyjaciół, pracę i postanawia spróbować swoich sił w innym mieście. Ten moment książki wydaje mi się trochę naciągany. Ile z nas przeniosłoby się, właściwie z dnia na dzień, w zupełnie nowe i oddalone miejsce? Szczególnie, że potem nie widziałam u Gośki cienia tęsknoty. Może się czepiam. Lubię jednak odnajdywać w książkach realność postępowań bohaterów.

Bardzo szybko nasza lekarka zaczyna dostrzegać trudne do wytłumaczenia zjawiska. Z jednej strony ma świadomość ich realności, a z drugiej… No właśnie, jej umysł nie może tego okiełznać. Przecież widzi, że "za piwnicznymi drzwiami nie zawsze znajdują się schody...". I jak tu normalnie funkcjonować? Próby wyjaśnienia – badania diagnostyczne, ekipy sprawdzające obecność toksyn w domu itp. – spełzają na niczym.

W międzyczasie wynajmuje część kamienicy niejakiemu Jankowi. Ma tam prowadzić herbaciarnię z bogatym asortymentem. Między nimi zawiązuje się nić przyjaźni. Jak to mówią, nic nie dzieje się bez przyczyny. Jaki jest udział tajemniczego mężczyzny w tej historii dowiecie się czytając. Swoją drogą bardzo chętnie odwiedziłabym to miejsce, herbata musi być wyśmienita.

Splot tych wszystkich wydarzeń jest zastanawiający. Dlaczego to właśnie Małgosia została wybrana na spadkobierczynię? Czy otaczający ją nowi krakowscy przyjaciele mają głębsze znaczenie? I najważniejsze, co jest nie tak z kamienicą? Rozwiązanie zagadki jest wzruszające, momentami smutne, ale jednocześnie z pięknym przesłaniem. Warto do niego dotrzeć czytając… Nawet takim niedowiarkom jak ja.

Językowo autorka prowadzi nas na równym, dobrym poziomie. Przyjemnie się czyta. Fabuła momentami mogłaby być bardziej dynamiczna. Za dużo wałkowania tych samych kwestii. Czasem miałam ochotę na przerzucanie kartek. Poza tym i tak historia mocno wciąga. Sprawiła, że miałam chęć na więcej. Polubiłam bohaterów wykreowanych przez panią Bujak. Przyjemnie spędziłam z nimi czas.

Zapraszam do kamienicy przy ulicy Sławkowskiej. Znajdziemy tam mieszankę magii, duchów, spraw z przeszłości, wątek miłosny i obyczajowy. Miłośnicy horrorów raczej się zawiodą. W moim odczuciu „Spadek” to przyjemna powieść na jesienne wieczory.

Spadek, J. D. Bujak, Prószyński i S-ka, Warszawa 2011

Recenzja opublikowana na kobieta20.pl

czwartek, 13 października 2011

Kot_w_butach84 przypomniał mi swoim wpisem o Krymie, a dokładniej o Nowym Świecie. Zaniechałam w pewnym momencie spisywanie wrażeń, a potem to już poszło... Ah, ten mój słomiany zapał ;). Czasem chciałabym zrobić tyle rzeczy, a wychodzi niewiele...

Wracając do gorącej krainy, Nowy Świat leży blisko Sudaku. Bez problemu dostaniemy się tam marszrutką . Kursują one często, niewielka odległość miedzy miejscowościami sprawia, że podróż trwa krótko. Trzeba tylko pamiętać, że drogi są kręte. Uwaga do tych z wrażliwymi żołądkami, mój dobity upałem nie wytrzymał. Z drugiej strony roztaczające się widoki za morze, rekompensują wszelkie niedogodności.

Rezerwat przyrodniczy w Nowym Świecie usytuowany jest na wystającym w morze cyplu. Wejście do niego jest płatne, ale według nas szczerze warto zapłacić. Dla turystów została wyznaczona specjalna trasa - szlak Golicyna. Zobaczcie sami... Słowa są tu zbędne.

Wędrujemy wzdłuż morza, po skalnych ścieżkach...

Widok z daleka... I jak tu nie chcieć wędrować ?!

Grota,w której przechowywano wina i szampan. Ponoć ten region słynie z pysznych trunków :)

Warto zarezerwować sobie trochę więcej czasu na to miejsce. Piknik w takiej scenerii aż się prosi! My tego nie przewidzieliśmy i prócz obowiązkowych na Krymie winogron i wody nie mieliśmy więcej smakołyków. Zrobiliśmy sobie jedynie postój na morską kąpiel dla ochłody. Myślę, że jeśli jeszcze kiedyś będziemy w tych okolicach nadrobimy zaległości.

Czas na kąpiel! :))

piątek, 07 października 2011

 

Nawinęła się dziś ta piosenka w moim odtwarzaczu i nastroiła mnie pozytywnie! :)

W sam raz, by siąść z kubkiem herbaty i rozpocząć weekend :)

Ten ma być bez pracy, tylko przyjemności. Czego i Wam życzę :)

wtorek, 04 października 2011

Patrząc na tytuł powieści Gayle Tzemach Lemmon można by się spodziewać kolejnej smutnej, przerażającej historii o losach islamskich kobiet.

Zazwyczaj w tego typu opowieściach nie ma lub są znikome pozytywne elementy. Nie tym razem. Mimo trudów życia w kraju zmagającym się z wieloma wojnami, znajdziemy w Kabulu kobiety pełne przedsiębiorczości i charyzmy.

Autorka napisała tę książkę na podstawie rozmów z kobietami, które przeprowadziła w Kabulu. Spędziła w Afganistanie trochę czasu, by bliżej poznać realia życia. Przytoczę tu słowa, które padają na końcu. Wspaniale oddają charakter powieści. „Kobiety codziennie dokonują bohaterskich czynów, o których nikt nie mówi. Miałam okazję oddać im cześć, opowiadając jedną skromną historię. Pokazać czytelnikom inny Afganistan niż ten dobrze wszystkim znany, wyniszczony wojną. Kraj, gdzie codziennie dokonują się niezliczone małe akty wielkiej odwagi. Przedstawiam Kamilę Sidiqi, dziewczynę, jakich wiele.”

„Kobiety z Kabulu” wraz z wkroczeniem Talibów, muszą się podporządkować ich regułom. Opiera się to przede wszystkim na pozostaniu w domu, brakiem dostępu do nauki i pracy. Dla wielu młodych, dopiero co rozpoczynających życie to dramat. Bo jak tu zaprzepaścić swoje marzenia, gdy tak dużo pracy się w nie włożyło? Konsekwencje zamknięcia kobiet w domu są znacznie poważniejsze. Często są jedynymi żywicielkami w domu, bądź biorą czynny udział w utrzymywaniu rodziny. W swoich domowych twierdzach niewiele będą mogły pomóc najbliższym. Bieda, głód bardzo szybko zacznie zaglądać im w oczy...

Kamila swój dyplom ukończenia szkoły musi włożyć do kieszeni i potulnie pozwolić się zamknąć w domu. W jej przypadku stanie się to właściwie niemożliwe. Jest wyjątkowo uparta i za wszelką cenę dąży do celu. Przedsiębiorczość i kreatywność obok dobrego serca to drugie jej imiona. Przekona się o tym bardzo szybko. Idąc jej tokiem myślenia, nie można przecież siąść z załamanymi rękami i poddać się niesprzyjającemu losowi!

Gayle Tzemach Lemmon obok działających kobiet pokazuje także dobrych mężczyzn, którzy także są zmuszeni do wielu przykrości i rozczarowań. Wspierają równie wspaniale swoje rodziny. Wiele z nich ma już świadomość, iż kształcenie, edukacja kobiet jest bardzo ważna i potrzebna. Wszyscy muszą się na nowo odnaleźć w tej niezwykle trudnej i bolesnej rzeczywistości.

Poza tym autorka przystępnie nakreśla historię Afganistanu. Dzięki temu możemy lepiej zrozumieć jego problemy i troski. Bez tego książka była by dla mnie znacznie mniej przemawiająca. To zupełnie inny świat, od którego znam na co dzień.

Szczerze polecam „Kobiety z Kabulu” . Jak już wspominałam na początku, dzięki tej książce poznamy inne spojrzenie na kraje takie, jak Afganistan. Nie tylko zrezygnowanie, poddanie się pojawia się w ich oczach, ale także działanie, radość i uśmiech. Budująca i dająca nadzieję na lepsze jutro perspektywa.

Kobiety z Kabulu , Gayle Tzemach Lemmon, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2011

Recenzja opublikowana na kobieta20.pl

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 23
Online Casino
statystyka