czwartek, 16 maja 2013

Przejścia muzułmańskich imigrantów są często traumatyczne. Tym bardziej ciężko im się zaaklimatyzować w nowym, zimnym kraju.

Inna kultura, inne obyczaje, a przede wszystkim inna mentalność może prowadzić do tragedii.

Maria Kallio, główna bohaterka książki „Gdzie się podziały dziewczęta?", jest policjantką, która spędziła trochę czasu w Afganistanie. Brała udział w budowie jednostki służb porządkowych. Sporo przeszła. Wreszcie udało się jej wrócić do zimnej i rodzinnej Finlandii. Na odpoczynek nie ma jednak czasu. W Espoo znikają bez śladu trzy muzułmańskie dziewczęta. Czwarta zostaje zamordowana własną chustą. Początkowo te sprawy nie mają ze sobą nic wspólnego...

No i mamy początek skandynawskiego kryminału. Ostatnio są na fali. Przy czytaniu kolejnego zawsze mam obawy, czy nie otrzymam kolejnej podobnej do poprzednich historii. Jednak Leena Lehtolainen dostarcza nam ciekawych, trzymających w napięciu wrażeń. Nie wieje nudą. Brak standardowych rozwiązań sprawia, że książkę czyta się bardzo dobrze.

Ponadto Leena Lehtolainen przedstawia nam obraz współczesnej Finlandii. Bardzo lubię, gdy przy okazji zagadki mogę coś jeszcze się dowiedzieć. Pokazuje ich troski, a także radości. Wszyscy bezsprzecznie korzystają z saun. Nie ma co się dziwić przy wszechobecnych śnieżnych zaspach.

Gdzie się podziały dziewczęta? Takie pytanie stawia sobie Maria. Ma wiele wątpliwości. Pojawiają się trudne problemy, na które ciężko znaleźć rozwiązanie. Od samego początku ją polubiłam. Stara się nie oceniać. Za wszelką cenę chce dojść do prawdy, lecz nie po trupach. Otrzymuje spore wsparcie od rodziny. To ważne w takich okolicznościach. Jej życie również jest w niebezpieczeństwie... Czy zdąży?

„Gdzie się podziały dziewczęta?" to sprawnie napisany kryminał z wątkiem społeczno-kulturowym. Szczerze polecam spotkanie z Leeną Lehtolainen.

 

poniedziałek, 13 maja 2013

Starania o dziecko mogą przyczyniać się do przekraczania granic. W kraju takim jak Indie, zdarza się, że nie istnieją żadne granice.

Na straży moralności niewielu stoi. Za to rządza zysku jest wielka. Do tego eksperymenty medyczne wymykające się spod kontroli. Co łączy kosmopolityczny Londyn z Dheli?

Problemy z płodnością zarówno męską jak i żeńską są powszechne. Co raz częściej o tym rozmawiamy, piszemy. Do niedawna był to temat tabu, wstydliwy. Medycyna szuka wielu rozwiązań. Szczęście niektórych par może zostać osiągnięte poprzez in vitro. Jednak ludzki umysł nie zawsze potrafi się zatrzymać przed ryzykownymi posunięciami. Stąd macierzyństwo zastępcze, handel embrionami.

W "Źródłach miłości" w każdym rozdziale zastosowano kilka narracji. Dzięki temu zabiegowi mamy pełny wgląd w sytuację. Akcja toczy się w Londynie, gdzie bezdzietna para po raz kolejny traci nienarodzone dziecko. Decydują się na surogatkę. Jak bardzo są zdesperowani? Jednocześnie w Indiach "na zamówienie" rodzi się dziewczynka - Amelia, która zostaje sierotą. Początkowo trudno połączyć fakty w całość. Pojawia się wiele postaci. Jednak nie gubiłam się w trakcie czytania. Kishwar Desai pisze przejrzyście, równo i dynamicznie.

Postacią łączącą jest Simran. To pracownica socjalna, która pracuje w klinice wspomaganego rozrodu w Indiach. Sama ma za sobą negatywne przeżycia związane z macierzyństwem. Sprawuje pieczę nad losem surogatek. Dba o ich bezpieczeństwo, komfort w trakcie ciąży. Przebywają one w szpitalu przez całe 9 miesięcy. Wyłania się dość ponury obraz kobiet dający szczęście przyszłym rodzicom. Z jednej strony dba się o ich odżywianie, kondycję zdrowotną i fizyczną. Z drugiej zaś, nie ma wątpliwości, iż są przeznaczone do zarabiania pieniędzy. W końcu to dynamicznie rozwijający się biznes. Liczą się pieniądze. Granice moralności niebezpiecznie się przesuwają...

Kishwar Desai podkreśla, iż fabuła powieści "Źródła miłości" oparta jest na faktach. Tym bardziej oczy szerzej otwierają się ze zdziwienia. Nie mieści się w głowie, że do pewnych wydarzeń dochodzi w cywilizowanym świecie. Autorka nie boi się poruszać kontrowersyjnych treści. Szokujące jest wykorzystywanie embrionów z Zachodu do medycyny rekonstrukcyjnej. Co z parami, które wysłały swoje zarodki do Indii z nadzieją na potomstwo?

Ciekawym zabiegiem jest narracja Simran prowadzona w czasie przeszłym. Dzięki temu uzyskujemy rodzaj gawędy - po kolei odkrywa przed czytelnikiem zajmującą historię. Mamy szansę sami snuć domysły. Nic nie jest podane na tacy. Ponadto brak w książce "Źródła miłości" moralizatorskiego wydźwięku. Ocenę postępowań bohaterów pozostawiono sumieniu każdego z nas.

Desai porusza istotny i wzbudzający emocje temat. Robi to rzetelnie oraz interesująco. Chętnie sięgnę po inne książki autorki.



środa, 24 kwietnia 2013

Oczywiście wakacji. Mimo, że sezon turystyczny już rozpoczęty, na wakacyjne wyjazdy czekam najbardziej. Pierwsza poważna praca w zawodzie rozpoczęta. Wiąże się to niestety z końcem wolności czasowej. Na razie oswajam się z myślą o ograniczonej (szczególnie na początku) liczby wolnych dni. Wiadomo są weekendy, ale o nie takim urlopie tu myślę... Eh. 

Ostatnim czasem słucham więcej radia. Odkrywam ciekawe słuchowiska. Ktoś może coś polecić? Świetna sprawa, gdy oczy i głowa chcą odpocząć. Zdecydowane zmniejszenie czasu spędzanego w wirtualnej przestrzeni dobrze wpływa na moje samopoczucie... Oczy się cieszą. :)

Szczerze marzy mi się słońce, takie prawdziwie wakacyjne. Ubiegłoroczne miało zupełnie inny obraz. Nie wiem skąd, ale mam ochotę na Maltę. Tak po prostu. Nie wiadomo ile z tego wyjdzie. Są i inne plany. Jednak rozmyślać o tym można. :)) Polskie radio ułatwia za sprawą fantastycznej audycji.

wtorek, 19 lutego 2013

Mam na myśli porządki. Bo za oknem nadal zima, która wręcz się nasila. Regały z książkami czasem trzeba ujarzmić. Wiadomo nie od dziś, iż nie wszystkie kupione książki są przeczytane. Nie zdawałam sobie sprawy, że aż tyle. Zebrało mi się ze 30 tytułów. Dostały osobną półkę i czekają na lepsze czasy;). Nie powiem, takie odkrycia są całkiem przyjemne. Szczególnie, gdy w bibliotece czeka się w kolejkach.

Jeśli jesteśmy przy książkach, to dziś natknęłam się na ciekawą zapowiedź wydawniczą - „Kroniki Klary Schulz. Sprawa pechowca” Nadia Szagdaj. Znów kryminał w stylu retro, którego akcja toczy się we Wrocławiu. Różnica polega na tym, że detektywem jest kobieta. Już nie pamiętam kiedy miałam w ręce żeńskie wydanie tego gatunku. Z pewnością sięgnę po tę książkę. Domyślam się, że będzie porównywana do cyklu Marka Krajewskiego. Do niego nie dotarłam, więc będę mogła spojrzeć świeżym okiem. Dobrze, że coś się dzieje w polskiej literaturze.

piątek, 15 lutego 2013

Sennie mi dziś zdecydowanie. Czy to za sprawą szarości za oknem, czy z powodu innych wydarzeń. Koniec tygodnia bywa męczący... Kolejna kawa musi być. Nie tylko by dostarczyć kofeinę, to mój etatowy poprawiacz nastroju. Mam ochotę nastawić się pozytywnie na dwa dni wolnego. Ostatnio często słucham Tracy Chapman. Moja ulubiona piosenka:

Przede mną ukochane nartki, tym razem w Szklarskiej Porębie. Jeszcze nie odwiedzałam tego regionu narciarskiego. Zresztą miejsce nie jest aż tak istotne, wyjazd rodzinny ma teraz większe znaczenie.

Odkrywcze nie będzie, jak napiszę, że czekam na wiosnę. I słońce. Póki co, za sprawą książki: Samotnie przez Bałkany  Anny Jackowskiej podróżuję w cieplejsze miejsca. Chwilowo stacjonarnie, ale kto wie, może zrodzi się kolejny podróżniczy pomysł? I tego się trzymam. :)) 

środa, 13 lutego 2013

Zbrodnia starszego, z pozoru spokojnego pana, może przysporzyć sporo kłopotów. Zabawnych sytuacji również. Kryminał na wesoło - czy to możliwe?

Po poprzedniej lekturze książki Olgi Rudnickiej, wiemy, iż spotkanie z pięcioma siostrami Sucharskimi nie może być zwyczajne. Przy tak barwnych postaciach nie będziemy się nudzić. O nie!

Tak dla szybkiego przypomnienia. We własnym domu ginie pewien mężczyzna. Zawiadomienie o jego spadku otrzymuje pięć kobiet –o tym samym imieniu i nazwisku. Nie miały pojęcia o swoim istnieniu. I tu zaczyna się pełna humoru historia z domieszką kryminału. Siostry zamieszkują razem w odziedziczonej po ojcu rezydencji. Wraz z całym inwentarzem charakterków. Mieszanka wybuchowa.

Historia lubi się powtarzać. Tym razem ginie przyjaciel domu – Jan Zawadzki. Ale czy na pewno to on? Kto mógł pokusić się na życie starszego, sympatycznego obywatela? Siostry Sucharskie nie lubią pozostawiać praw własnemu biegowi. Wszystko biorą w swoje ręce. Oczywiście wspólnie. Mimo różnic w fundamentalnych sprawach są solidarne - zawsze głosują. Ich partnerzy nie mają za wiele do powiedzenia.

Intryga zaplanowana przez Olgę Rudnicką nie jest oczywista. Akcja książki „Drugi przekręt Natalii" zmienia się jak w kalejdoskopie. Nie ma przy tym chaosu i zbędnych szczegółów, co trochę mi przeszkadzało w pierwszej części. Zdecydowanie ta mocniej trzymała mnie w napięciu, choć uśmiech nie schodził z mojej twarzy. No bo jak pięć kobiet może się dogadać pod jednym dachem?

Każdemu kto ma ochotę na chwilę relaksu, kryminału i dużej dawki śmiechu polecam spotkanie z bohaterkami Olgi Rudnickiej.

 Recenzja opublikowana na dlalejdis.pl

czwartek, 24 stycznia 2013

Patrząc na tytuł mojego posta, uśmiech pojawia się na mojej twarzy. Ja i bieganie?! A do tego wszystko Pani Zima. Śmiech na sali. Nigdy nie byłam fanką biegania, o nie. To męczące, mam astmę. No nie, to nie dla mnie.

Pierw jesień, potem zima. Nic odkrywczego. Z domu się wychodzić nie chce. Tym razem miałam ochotę przerwać ogólny marazm i niemoc ciemniejszych pór roku.  Kondycha maleje. A tego to już bardzo nie lubię. Ponoć dla chcącego nic trudnego. Opcją na pewno są wszelkiego rodzaju fitnesy. Nie raz uczęszczałam na takie zajęcia. Jednak teraz coś czułam, że potrzebuję czegoś innego...

Tak się narodziła myśl, by założyć odpowiedni strój i biegać. Mimo wszystko. Po drodze udało się odbyć parę mądrych rozmów. Okazało się, że miałam totalnie mylne pojęcie, jak dobrze rozpocząć treningi. Przede wszystkim powoli. To ma być truchcik. Tempo umożliwiające rozmawianie i swobodne oddychanie. Druga kwestia, to czas. Już 10 minut, co drugi dzień przynosi efekty. Tak, to działa:). Sama teraz czuję, że wydolność się zwiększa. Po takiej eskapadzie przybywa sił i humoru. Nie ma lepszej motywacji! :)

Polecam ciekawy cykl artykułów gazety Polskabiega.sport.pl. :))

piątek, 11 stycznia 2013

Co to czumy? Kim są Ewenkowie? I dlaczego renifery nie są już potęgą tego ludu?

Andrzej Dybczak swoim reporterskim okiem zabiera nas na południową Syberię. Toczy nieśpieszną opowieść życia codziennego...

Tajga to las. Las to tajga. Szumiący, gęsty, zielony i deszczowy... Andrzej Dybczak ze sprawnością opisuje w realistyczny sposób morze drzew. To przychodzi mi do głowy, gdy myślę o tej książce. Zamykam oczy i bez problemu przenoszę się w syberyjskie krajobrazy. Do tego deszcz, rzęsisty i nie mający końca...

Głównymi bohaterami są Tatiana, Dymitr, Maksim i Sułtan, merdający ogonem. Żyją w tajdze. Ich dom to czum. I tu opowieść się zaczyna... Koczowniczy lud Enweków jest w zasadzie na wymarciu. Niewielu chce żyć w lesie, w brezentowym namiocie i trudnić się hodowlą reniferów. Przyszła cywilizacja, która miała wiele do zaoferowania, w tym wódkę. Co skusiło wielu. Potrafiła zabrać nie jedno stado reniferów.
Ich życie jest proste. Kręci się wokół przyrody. To ona nadaje ton. Miejsce jednoczące to niewątpliwie ognisko. Daje ciepło i umożliwia gotowanie skromnych potraw. To przy nim toczą się najciekawsze rozmowy, dzięki którym poznajemy Enweków. Co raz smutniejsze te opowieści.

Autor nie skupia się na historycznych faktach. Niewątpliwie na pierwszym miejscu jest człowiek. To jemu poświęca całą swoją uwagę. Gesty, myśli, sny... Nie ujmuje to jednak książce, jako reportażowi. Obrazowy i realistyczny język pomaga odbierać właściwe wrażenia.

Z przyjemnością wybrałam się w podróż z Andrzejem Dybczakiem, choć niejednokrotnie smuciła. Taka jest rzeczywistość. A reportaż  ma ją pokazać. Tu rola została spełniona. Dzięki niemu choć trochę poznałam co raz mniej liczniejszy lud Enweków.

 

sobota, 05 stycznia 2013

Mamy styczeń, czyli teoretycznie srogą zimę. A tu jesienna aura i choć mieliśmy odpocząć na leniwo w domu, wybraliśmy się z przyjaciółmi w okolice Milicza. Znajdziemy tam park krajobrazowy Dolina Baryczy. Miejsce urokliwe,nie raz przeze mnie odwiedzane. Wspominałam o nim tu. O tej porze roku nie jest licznie odwiedzane. Mogliśmy cudnie odpocząć. Las bardziej jesienny, niż zimowy. Raz drogę przebiegły nam trzy sarny... Nic dodawać nie trzeba.

Od jakiegoś czasu słyszałam, o planowanej budowie ścieżki rowerowej trasą dawnej kolejki wąskotorowej. Okazało się, że trasa już istnieje i ma się bardzo dobrze. Już nie mogę się doczekać ciepłych dni, by ją wypróbować. :)) Co prawda ma tylko 20 km, ale w okolicy jest mnóstwo innych wytyczonych szlaków. Bez problemu można zapełnić cały dzień na jednośladzie. Dobrze, że coś się dzieje w regionie.

Ten znak zakazu wjazdu na tereny hodowlane stawów mnie rozbawił. Prawda, że sympatyczny? ;)

 

Tagi: Polska
20:01, gusiook , wyjazdowo
Link Komentarze (9) »
czwartek, 03 stycznia 2013

W tym roku pierwszy raz od dzieciństwa spędziłam święta poza domem. W mniejszym, rodzinnym gronie wyjechaliśmy w góry. Czyli do miejsca, gdzie bardzo dobrze się czujemy. Trochę inaczej:)). Więcej czasu na gadu, gadu...mniej na przysłowiowe latanie ze szmatą :p. Aury zimowej raczej nie było. Choć udało się pośmigać na nartach po sztucznie dośnieżonym stoku.

Okołosylwestrowe szaleństwa spędziliśmy w wesołym zgonie znajomych w Beskidzie Śląskim. Tym razem bardziej wędrówkowo, niż narciarsko. Co raz bardziej przekonuję do chodzenia po górach zimą. Na szczęście trochę mrozu i śniegu było. Jakoś tak dziwnie witać Nowy Rok w wiosennych nastrojach.

Góry to jest to, co zdecydowanie lubię najbardziej. Tylko one pozwalają mi naprawdę odpocząć.  O każdej porze roku czuję się tam dobrze...

Nowy 2013 został przeze mnie rozpoczęty z pozytywnym nastawieniem, a do tego w promykach górskiego słońca :) !

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 26
Online Casino
statystyka