poniedziałek, 26 stycznia 2009

SOBOTA

Podróż spokojna, powoli oddalałam się od domu, a zbliżałam w górzyste rejony... Upłynęła pod znakiem „Takiej pięknej żałoby" B.Hrabala. Bardzo lubię podejście do życia tego czeskiego pisarza. Tym razem z perspektywy małego chłopca, dla którego wszystko jest albo czarne, albo białe. Ale nie o tym miało być. Stronie Śląskie to miała mieścina w kotlinie kłodzkiej, położona wśród gór. Targ, sklepy, gdzie sprzedawcy znają swoich klientów. Jest czas na pogaduchy, nikt się nie spieszy. W okolicy kilka stacji i jeden większy ośrodek narciarski - Czarna Góra. Urozmaicenie na spokojne szusy. Latem jest gdzie pochodzić, od wyższych gór takich jak Śnieżnik do okolicznych pagórków... Tereny malownicze, a przede wszystkim spokojne i raczej dla samotników. Kotlina ma specyficzny urok - miejsce na własne myśli wśród dzikiej przyrody...  

Na przystanek wyszli po mnie Rodzice z I. Czekał w domu obiad. Jak cudnie było ich znów zobaczyć... Ostatnio zaniedbałam kontakty rodzinne, naszczęście do nich zawsze mogę wrócić. Już nie raz się przekonałam o wartości moich bliskich. Wieczorem poszłam na basen z Tatą. Dobra okazja do rozmowy, u nas różnie bywało... Między kolejnymi długościami docieraliśmy do siebie... Aż nie mogę uwierzyć, iż możemy normalnie i ciepło porozumiewać się ze sobą. Z pewnością polepszyło się po mojej wyprowadzce z rodzinnego gniazda. Coś w tym jest. Po wysiłku fizycznym poczułam się jak nowo narodzona, różne napięcia przedwyjazdowe ulotniły się. W chacie czekała już kolacja przy winie. No i kolejne gadu-gadu do późnych godzin...

 

NIEDZIELA

Z rana leniwe śniadanie, za oknem góry... Któż by nie odpoczął samym siedzeniem w takiej aurze? Na trzynastą wybraliśmy się na stok, wybór padł na Czarną. Warunki śniegowe bez rewelacji, ale jeździć można było. Widoczki znów zrobiły swoje. Wiem, wiem powtarzam się. Cóż na to poradzę, iż to kocham?! Cieszę się, że spędziłam uroczy dzień z Rodzicami i babcią I. - fajni partnerzy do jazdy i spędzania wolnego czasu. Z. Czekał na mnie stęskniony, ale i potwornie zmęczony weekendem na uczelni... A ja staram się przygotowywać na czwartkowy egzamin...

21:56, gusiook
Link Komentarze (2) »
piątek, 23 stycznia 2009
Uciekam na weekend w góry. Obecnie w Stroniu Śląskim są moi rodzice, postanowiłam ich nawiedzić. Złapię trochę dystansu... Ostatnie dni ciężkie emocjonalnie. Sama nie wiem, czego chcę. Nie lubię takiego stanu rozmemłania... Wydaje się dobrym zmiana otoczenia... Może troche poszusuje, pójdę z tatą na basen, a wieczorem po prostu pobędę z ukochanymi ludźmi. I.-  moja babacia też jest. Także zapowiadają sie dwa dni na łonie rodziny...
21:29, gusiook
Link Komentarze (4) »
czwartek, 22 stycznia 2009

Czasem dzień musi mieć jakiś plan, by nie zginął wśród niepotrzebnych czynności. Po poniedziałkowym zwycięskim boju na organach postanowiłam solidnie odpocząć, tym razem biernie. Po intensywnym wysiłku fizycznym i umysłowym po prostu na nic więcej nie mam siły. Ostatnie dwa spędziłam w zasadzie w łóżku z przerwą na zajęcia. Dorwałam wreszcie książkę „Milczenie owiec" T.Harrisa - równie porywająca jak film...  Szczególnie zapadł mi w pamięć fragment na końcu książki, gdy Lecter pisze list do Clarice : „ (...) czy owce umilkły? (...) Nie zdziwię się, jeśli odpowiedź będzie brzmiała: i tak i nie. Owce na razie umilkną. Przekonasz się jednak sama, Clarice , jak krótkotrwałe jest miłosierdzie, odmierzane na  tajemnych szlakach dobra i Zła; na błogosławione milczenie będziesz musiała znowu sobie zasłużyć.    A potem jeszcze raz i jeszcze, i tak bez końca. (...)". Ci co czytali, wiedzą co mam na myśli...

Mój plan na dziś to zabrać się za fizyczną na egzamin, poczytać i troche posprzątać - mieszkanko zarasta od ton notatek skiążek i kubków po herbacie :p W trakcie nauki wypijam jej morze... 

 -------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Jakiś czas temu wpadłam na artykuł o Polskich rysowniczkach, twórcach komiksów. Zaczęłam się przyglądać... Dziedzina dotąd mi nieznana... Zainteresowałam się, to co najbardziej mi się spodobało to rysunki  http://kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,53662,5214733.html Anny Gosławskiej  pod pseudonimem Ha-Ga. Warto pooglądać   http://www.ha-ga.com/index.html   , skąd pochodzi zamieszczony obrazek.


 

  - Chciałem zapytać czy lubi pani morze?
- Może co lubię?

 

 

13:45, gusiook
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 18 stycznia 2009

Weekend dość urozmaicony, od tańców do spania i plątania się po okolicy. Nauki tez nie mogło zabraknąć.

Piątkowy wieczór, początkowy spokojny wypad z K. na pizze przy piwku. K.  była prosto po zajęciach salsy. Nagadać się nie mogłyśmy... Śmiechu co nie miara J Nie wiedzieć kiedy minęło mnóstwo czasu. Nie chcąc się jeszcze rozstawać, K. zabrała mnie do klubu, gdzie dj jest prowadzący z salsy. Zapowiadała się fajna muzyka, choć szłyśmy tylko z zamiarem posiedzenia i dalszego gadulstwa ;) Jednak nogi same rwały na parkiet :D To było to! Szczególnie, że spontanicznie, bez nastawiania się na niewiadomo jak dobrą zabawę. Latynoskie klimaty niesamowicie rozluźniają i wprowadzają w pozytywny nastrój. W okresie sesyjnym bardzo wskazane. Poza tym fajnie potańczyć z kimś innym niż twój facet. Szczególnie jak mężczyzna potrafi, co obecnie naprawdę jest rzadkością. Wirowałyśmy na parkiecie znów tracąc poczucie czasu... W domu byłam nad ranem, zmęczona, lecz szczęśliwa i zrelaksowana.

W sobotę jednak rześkością nie grzeszyłam... Większość dnia przespałam lub snułam się po domu... Z.  Był bardzo wyrozumiały i dał mi trochę czaso i miejsco przestrzeni.

Dziś od rana się uczę, a właściwie powtarzam. Jutro feralny trzeci termin z chemii organicznej. Słabo mi jak o tym pomyślę, z wiadomych powodów... Wieczór filmowy, więcej nie ma sensu tego tłuc. W międzyczasie byłam na spacerze, by się dotlenić... Poniżej kilka zdjęć...

 

przytuleni...

 przytuleni...

 

samotnie...

samotnie...

dumnie...

dumnie...

wszytkiego zmina nie zamroziła

wszytkiego zmina nie zamroziła
20:19, gusiook
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 13 stycznia 2009

czasem przychodzi gorszy dzien, jak ten

nic tylko sie schowac gdzies pod koc

przczekac i wierzyc,ze szybko minie...

sniezna kolderka pomocna w tym...

 

11:05, gusiook
Link Komentarze (6) »
środa, 07 stycznia 2009
 
Śniegu nam nie brakowało
 Śniegu nam nie brakowało...
 
 
 
Niekiedy było tłoczno...
 Czasami było tłoczno...
 
Wielka postać...
 

 Słonecznie i pusto...
 
22:03, gusiook
Link Komentarze (2) »
niedziela, 04 stycznia 2009

Wczoraj w nocy wróciliśmy z naszej sylwestrowej wyprawy. Pod względem narciarskim jesteśmy bardzo zadowoleni. Jedynie biuro, z którym jechaliśmy okazało się beznadziejne. Był to nasz pierwszy i chyba ostatni zoorganizowany wyjazd. Nie chcę zaczynać Nowego Roku od narzekania, więc pominę tę kwestię.

Od początku, po długiej podróży dotarliśmy na miejsce do pensjonatu Rehos w miejscowości Liskova. Poczatkowo nie zrobił pozytywnego wrażenia, jednak okazało się ono mylne. Skromna kwatera, lecz o przemiłej obsłudze i domowej atmosferze. Posiłki pyszne, szczególnie porządane po całym dniu na stoku. Luksusy mamy w domu. Nie potrzebne nam na wyjeździe specjalne udogodnienia. Kwintesencją w końcu miały być narty! Najważniejsze, że było ciepło.

Cztery dni spędziliśmu w największym ośrodku narciarskim w Europie Środkowej Chopok- Jasna . Stacja położona jest w Tatach Niskich, u samych stóp Chopoka ( 2024 m n.p.m.). Na szczyt góry prowadzi dwuetapowy wyciąg krzesełkowy. Ośrodek posiada blisko 30 km urozmaiconych tras zjazdowych, od najłatwiejszych - dla początkujących, do najtrudniejszych - dla wytrawnych narciarzy.Jest w czym wybierać. W pierwszy dzień nie zjechaliśmy dwa razy tą samą nartostradą! Robi wrażenie.Początkowo mieliśmy jeździć gdzie indziej, dlatego tymbardziej byliśmy zachwyceni.

 

 
 
 Pogoda również nam dopisała. Co prawda mróz nie odpuszczał, średnio było - 9 stopni C, czasem dochodziło do- 20 C! Świecące słońce rekompesowało zimową aurę. Śniegu ok. 1.20m - także imponujący wynik! Jednego dnia na samej górze wiał dość silny halny, połacie śniegu przesuwały się. Ciężko było mi się utrzymać na nogach.  Ostatniego na szczycie Chopok rozpościerał się niesamowity widok, staliśmy ponad chmurami. Słońce oświetlało okoliczne wzniesienia. Wrażenia bezcenne! Zdjęć niestey nie zrobiłam. Nie byłam w stanie, mróz dochodził do -25C, spędziliśmy tam krótką chwilę. Gdy zmęczenie wdzierało się w nasze ciało, odwiedzaliśmy bary. Kolejny fantastyczny aspekt tego sportu. Grzane wino, herbata z beherowką, czy gorąca czekolada rozgrzewa doskonale. Natomiast smażony syr, kiełbaska dodaje sił na dalsze zjazdy... Nie żałowaliśmy sobie niczego! Oszczędzać można w domu, nie na wyjazdach. Tej maksymy się trzymamy. 
12:57, gusiook
Link Komentarze (5) »
Online Casino
statystyka