środa, 29 lutego 2012
poniedziałek, 27 lutego 2012

W taki słoneczny dzień, nic tylko iść na zakupy toskańskimi uliczkami. Wrześniowe jeszcze gorące promyki dodawały energii i zachęcały do spacerów. Wystawy sklepików przyciągają niczym magnes i sprawiają, że ma się ochotę przystanąć.

Dla wielbicieli złota i wszelakiej biżuterii idealnie nadaje się słynny Most Złotników na rzece Arno we Florencji. Początkowo należał do rzeźników, garbarzy, by ostatecznie trafić w ręce jubilerów i złotników. Muszę przyznać, że zrobił na nas spore wrażenie. W pamięci pozostał jako most z domami. Przyjemnie było siedzieć na murku nieopodal, jeść bagietkę z pesto i obserwować toczące się na nim życie.

Najmilej wspominam kramiki, sklepy w San Gimignano – zwanym średniowiecznym Manhattanem. O samej mieścinie kiedy indziej. Wszak dziś jesteśmy na zakupach!

Kolorowe, proste, o wielu kształtach, długie, krótkie – mowa o makaronach. No tak przecież to Włochy, królestwo pasty. Na każdym kroku można zjeść danie, którego są podstawą. Na wiele sposobów, bez problemu znajdziemy coś dla siebie. Zapachy kuszą z różnych zakątków…

Inne wystawy, to tak zwane pamiątki, wszelakie pierdółki. Uwielbiam je oglądać. Z kupowaniem to już różnie. Tym razem podróżowaliśmy tylko z bagażem podręcznym. Na podziwianiu musiało się skończyć.

Nie mogło za braknąć Pinokia. Autor - Carlo Collodi pochodzi z Toskanii.

Piękna ceramika…

Z takich filiżanek chętnie napiłabym się herbaty…

Toskańskie pejzaże…

Szale, chusty, apaszki… Mam fioła na ich punkcie. Właściwie z każdego wyjazdu coś przywożę. Później długo przypominają mi o dobrych chwilach…

A na ochłodę, oczywiście lody! Wspaniałe, wyraziste, włoskie smaki. :) Najlepsze było to, iż sprzedawane porcje są bardzo duże. Właściwie prosząc o jedną gałkę, otrzymujemy jedną porcję lodów. Do nakładania bowiem służą specjalne łopatki :).

A co Wy najchętniej przywozicie z podróży?? :)

Tagi: Włochy
12:38, gusiook , wyjazdowo
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 20 lutego 2012

... zaczynam po raz kolejny ten wpis. Kilkakrotnie się za to zabierałam. Brak weny? Czasu? Ochoty? Chyba wszystko na raz. Rok się zaczął niekorzystnie i nie w głowie pisanie... Do Was zaglądałam, lecz raczej po cichu. Rzadko komentowałam. Tak już bywa, że życie weryfikuje nasze plany...

Zaaktualizowałam przeczytane książki w tym roku. Można zajrzeć przez ten link. Obecnie czytam Afryka Trek : od Przylądka Dobrej Nadziei do Kilimandżaro / Sonia i Alexandre Poussin. Przyjemnie podążać śladami tej pary przez afrykańską ziemię. Bije od nich spokój, to co mi teraz jest najbardziej potrzebne. A do tego egzotyczne otoczenie sprawia, że nastrój lepszy:).  Lubię te moje literackie wyprawy...

Mam jednak ochotę na powrót do blogowego świata. Już niekoniecznie tak biernie. Zobaczymy, co z tego wyniknie :).

Online Casino
statystyka