czwartek, 10 listopada 2011

Kinga Choszcz. Od pierwszego „przeczytania” bardzo polubiłam tę podróżniczkę. Ma w sobie coś przyciągającego i sprawiającego, że ma się ochotę na więcej!

Książka wydana jest w postaci zapisków z wyprawy. Kinga opisuje otaczającą ją rzeczywistość. Egzotyka dla mnie. Wiele tu jej ciekawych i jakże mądrych spostrzeżeń. Wewnątrz okładki znajduje się mapka trasy, którą przebyła. Imponująca. Poza tym w środku znajdziemy wiele wspaniałych zdjęć, które choć trochę przybliżą nam tamtejsze realia życia... To wszystko sprawia, że czujemy się, jakbyśmy z nią podróżowali. Cały czas jej kibicowałam i przeżywałam razem z nią kolejne etapy wyprawy. Co z tego, że tylko wzrokiem po kartce.

Kinga Choszcz wyrusza z Polski w celu dotarcia do Nepalu i Indii. Głównym środkiem transportu będzie autostop. Niewiele planuje. Jak czytamy na początku kochała wolność, ludzi i przyrodę. Zdaje się na los i okoliczności danej chwili. Podróżuje sama, co nie znaczy, że samotnie. O nie! Na swojej drodze spotyka wielu cudownych, troskliwych i bezinteresownych ludzi.

Z każdej strony emanuje jej pozytywne nastawienie do życia. „Uważała, że życie szczęśliwego człowieka polega na tym, żeby żyć najlepiej jak się tylko da, bez wieszania poprzeczki zbyt wysoko”. Bardzo podoba mi się ta dewiza.

„Pierwsza wyprawa Nepal” to ostatnia jej książka, a zarazem pierwsza. Przede mną jeszcze jedna. Więcej nie będzie. I to jest najsmutniejsze...

Co sądzicie o literaturze podróżniczej? Jakie macie udane, ale jakie zakończone fiaskiem z nią przygody czytelnicze? :))

środa, 02 listopada 2011

Co ma zachęta do wiatraka? Parafrazując znane powiedzonko, przypomniały mi się wakacyjne wiatraki. Bardzo lubię te konstrukcje. Często drewniane, naznaczone znakiem czasu są świetnym przerywnikiem podróży. Czasem potrzeba zachęty, jakiegoś bodźca w wędrowaniu... Z różnych powodów. Zmęczenie. Kolejna góra do pokonania na rowerze. Upał. Nieustające deszcze.

Dla mnie świetnie do tego nadają się właśnie wiatraki! Szybko zapominam o trudach w podróżowaniu... Przyjemnie koło nich siąść i przez moment odpocząć. Uwielbiam wówczas sobie wyobrażać, jak toczyło się wtedy życie. Domyślam się, że mogły stanowić strategiczne miejsce dla lokalnej ludności.Przynosiły z pewnością wiele korzyści...

Dziś przedstawię te spotkane podczas ostatnich wakacji.

Bornholm, białe wiatraki typu rotunda. 

Bornholm, dobrze zachowany z 1643 roku wiatrak obrotowy przypominający nasze polskie koźlaki.

Niemcy, wiatrak holenderski w Banin na wyspie Uznam

Dodatkowy atut to wspaniałe krzaki z jeżynami! Uwielbiam :)

W pobliżu na domach jako dekoracje.

Polska, jezioro Powidzkie, okolice Ostrowa.

Co dla Was jest inspiracją, zachętą podczas wyjazdów? :))

Online Casino
statystyka