sobota, 31 grudnia 2011

...koniec roku. Obfituje w pozytywne wydarzenia dla mnie. Przede wszystkim naprawdę wypoczywam... To ważne, szczególnie przed zbliżającą się sesją. Nabiorę energii. Spędzam czas z bliskimi, tak na spokojnie.

A propo spotkań, to jedno było nietypowe. Może lepszym słowem by było niecodzienne. Udało się zgrać terminowo-miejscowo i gdzieś w Polsce spotkały się wspaniałe blogerki. Mowa tu o Kocie, Vericie i mnie oczywiście. Czas pędził jak szalony i ciężko się było nagadać. Dzięki Dziewczyny za świetnie spędzone popołudnie.

To nie koniec miłych chwil. Wczoraj pogoda mnie rozpieściła. Byliśmy na nartach w Zieleńcu i spadło duuuużo śniegu (jak na tegoroczną zimo-wiosnę). Nawet choinki ubrały białe sukienki!

Teraz w piekarniku ostatnia porcja mufiin czekoladowo-malinowych, za chwilę doprodukuję czekoladowo-wiśniowe... Niebo w gębie zawdzięczam przepisom z tej strony. Zawsze wychodzą i są smakowite :)).

I jak tu nie mieć dobrego humoru? :) Czego i Wam życzę w ostatni dzień roku. :)

środa, 28 grudnia 2011

Koniec roku skłania do refleksji, podsumowań. Tych typowo osobistych raczej nie uskuteczniam. Nie widzę powodu, bo cóż to miałoby dać? Ewentualnie pozwoliłoby na uniknięcie pewnych porażek w przyszłości. Zabrzmiało poważnie, a nie miało. Mam ochotę na małe książkowe podsumowanie. Kto ma chęć, zapraszam.

Zatem zgodnie z listą, udało mi się przeczytać 28 książek w tym roku. Dużo? Mało? A właściwie jakie to ma znaczenie?! Jakość, wszak nie ilość się liczy. Wiadomo raz większa, raz mniejsza chęć, sposobność na czytanie. Ma być dla mnie przyjemnością, więc nic na siłę. Żadnych limitów nie muszę wyrabiać. Ostanie dwa-trzy miesiące z pewnością zwiększyły mój spis. To ze względu na nudne zajęcia na uczelni. Zresztą nie tylko ja uskuteczniałam tak zwane „podławkowe” czytanie :D. Skutecznie nauczyłam się wyłączać z otoczenia.

Literackie odkrycie roku to Kinga Choszcz. Mowa tu oczywiście o mym osobistym rankingu. Pisałam o Niej tu, lecz przeczytałam także dwie inne Jej książki. Odczucia mam podobne... Pasja podróżowania, odkrywania i życia zgodnie z własnymi marzeniami, celami, a także z szacunkiem dla drugiego człowieka przekonuje. Oby więcej takich postaci.

Przeczytałam kilka pozycji o losach kobiet w różnych częściach świata. Bardzo pouczająca lektura, pozwalająca na docenienie własnej rzeczywistości. Poza walorem poznawczym, oczywiście. Nie wszystkie były smutne, przepełnione przemocą. Zaradne, przedsiębiorcze kobiety również się zdarzały.

Mam za sobą także swój pierwszy (chyba) reportaż - Witajcie w raju : reportaże o przemyśle turystycznym / Jennie Dielemans. Pamiętam, że czytałam go podczas wakacji. Zrobił na mnie spore wrażenie. Nie będę teraz zamieszczać recenzji. Chcę zaznaczyć, iż dzięki niemu chętnie sięgnę po kolejne pozycje z tej kategorii. Myślę, że mogą one w cichy, niemal nie zauważalny sposób poszerzyć horyzonty. Nie męczą, czyta się je jak powieść. Czekam w bibliotecznej kolejce na: Światu nie mamy czego zazdrościć : zwyczajne losy mieszkańców Korei Północnej / Barbara Demie.

Kryminałów nie mogło zabraknąć! Camilla Läckberg królowała najczęściej. Nie dziwię się, już czekam na następną część. Polskie autorki również stanęły na wysokości zadania. Nie mamy się czego wstydzić. Larsson wreszcie wpadł w moje łapki. Powiem jedno – nie mogę się oderwać! Nie bez powodu ma tyle wspaniałych recenzji.

O porażkach czytelniczych nie będzie. Nie było ich chyba za dużo, niewiele pamiętam. Nie widzę sensu w rozdrapywaniu ran.

Jak zwykle na część książek trafiłam dzięki Wam Drogie Blogerki. Za co serdecznie dziękuję. Blogi są nieustającą inspiracją, nie tylko czytelniczą...

A jak u Was wypada literacko rok 2011? Który gatunek najczęściej się pojawiał? :))

piątek, 09 grudnia 2011

Dwa zupełnie różne państwa. Dwie zupełnie różne rodziny. Tak można przedstawić szkielet powieści.

Amerykańskie małżeństwo pragnie dzieci, ale okazuje się, iż nie może ich mieć. Indyjskiej parze rodzi się córka. Jak wiadomo, nie jest to płeć pożądana w tym azjatyckim kraju. Mała trafia do sierocińca, skąd zbiegiem okoliczności trafia do naszej zachodniej rodziny. Każdy z osobna przeżywa dramat. Są i dobre chwile.

Autorka porusza bardzo trudne tematy takie jak niepłodność, adopcja, poszukiwanie własnej tożsamości oraz stawia pytanie, jak istotni są dla nas biologiczni rodzice? Atmosfera mogłaby się wydawać ciężka, jednak pisarka prowadzi nas przez tę historię dość lekko. Na ile oczywiście to możliwe.

Wspaniale przedstawia wątki dwóch rodzin, które w końcu zaczynają się łączyć. Może nie bezpośrednio, ale jednak... Życie bywa przewrotne.

Poza tym ta książka, to okazja na literackie spotkanie z Indiami. Bardzo lubię takie akcenty w literaturze, szczególnie, iż z tymi regionami mam ostatnio sporo wspólnego.

Online Casino
statystyka