niedziela, 09 grudnia 2012

Koniec wojny to nie koniec dramatu ludzkiego. Wielka przemiana niemieckiego Breslau w polski Wrocław do spokojnych nie należała.

Moje miasto to Wrocław. Jestem z nim emocjonalnie związana. Stąd chęć przeczytania tej książki. Kolejna okazja do poznania jego dziejów. Nie zawsze różowych.

Jan Korzycki to główny bohater trafia do jeszcze nie Wrocławia, a już nie Breslau. Były żołnierz AK ucieka przed UB. Zmieniając tożsamość trafia na jakiś czas do milicji. Jest świadkiem, usiłującym bronić miasto przez grabieżą. Rozkradane jest wszystko. Dosłownie. Jak mówi wiele osób – odbijają sobie niemiecką okupację. Rabunki, strzelaniny, gwałty są porządku dziennym. A w tle wrak miasta... Ogień, pył, brud... Gdzieś ukrywa się tajemniczy komendant Festung Breslau. Korzycki ma go wytropić.

Jednak nie wątek kryminalny staje się najważniejszy. Jacek Inglot nie boi się poruszać trudnych, kłopotliwych tematów. Tło społeczne stało się dla mnie najbardziej interesujące, a zarazem przerażające. Niemcy stracili swój dom. Będą musieli wyjechać. Przyjezdni Polacy często nie wiedzą jak się zachować. W wielu przypadkach dochodzi do ludzkiego dramatu, zbrodni. Tym razem nasi rodacy razem z Sowietami przodują. Zaciera się narodowość. Na pierwszy plan wysuwa się cierpienie człowieka. Kolejne. Niepotrzebne. Nieuniknione.

Książka jest napisana świetnym językiem. Plastyczność i naturalizm opisów sprawia, iż nie mamy problemów z wyobrażeniem sobie rzeczywistości. Czasem aż nadto brutalnej. Zdarzało się, że odkładałam ją na następny dzień. Ale taka jest nasza historia, od której nie uciekniemy.

Po lekturze książki Jacka Inglota, patrzę przez okno i nie wierzę. Po tych kilkudziesięciu latach wyłania się piękne miasto. O gruzach niewielu już pamięta. Ile wysiłku musieli włożyć ludzie, by je odbudować? Ile samozaparcia mieć, by egzystować w tych trudnych czasach? Ponadto fundamentalne jest pytanie o korzenie, pochodzenie miasta.

Powieść jest niewątpliwie warta przeczytania. Ciężko przy tej tematyce, gdzie okrucieństwa nie brakuje, pisać w kategorii – podoba, nie podoba się. Cieszę się, że miałam okazję bliżej poznać historię Wrocławia. Dobrze, że mamy do czynienia z odważną książką, która prowokuje do refleksji.

Recenzja opublikowana na dlalejdis.pl

 

wtorek, 04 grudnia 2012

W niedzielny poranek szybka decyzja, jedziemy na Ślężę. Pisałam o niej trzy lata temu (naprawdę tyle czasu minęło?) tu

Tego się nie spodziewałam. Miękkiego, białego i takiego świeżego puchu! Zagwarantowało to natychmiastowy dopływ endorfin. Śnieg tak na mnie działa. Oczy otwierają się szerzej i kawa nie jest już niezbędna. Poczułam się jak w bajce... To tylko nieco ponad 30 kilometrów od domu.

Wybraliśmy tym razem dość ciekawą trasę (1,5h) spod zamku. Trochę okrążyliśmy górę, by potem wdrapać się na szczyt. Nie są to imponujące odległości i wysokości. Ale nie w tym rzecz. Otaczająca biel miała w sobie coś radosnego. Do tego przebijające słońce... W takich momentach często nachodzi mnie refleksja, iż naprawdę nie trzeba jechać daleko, by poczuć coś wspaniałego. Czasem wystarczy po prostu wyjść z domu. :))

Online Casino
statystyka