poniedziałek, 29 marca 2010

Piszę jakby ktoś nie wiedział, a oferta jest ciekawa i okazyjna! Księgarnia Matras do końca miesiąca ma 25% obniżkę na wszystkie książki prócz podręczników. Także na nowości, co mnie bardzo cieszy. Także mam jeszcze dwa dni na zastanowienie. Myślę, że na coś się zdecyduję.

Wiosenny wypad na narty bardzo udany – przyjemne zakończenie sezonu w tym roku. Przede wszystkim cudnie było popatrzeć na zimowe jeszcze góry! Budzącą się do życia przyrodę czuć było już na kilometr! Opisywać tego nie trzeba, zresztą ciężko... Wyruszając z Wrocławia było 15 stopni, aż dziwnie było pakować cały sprzęt narciarski do samochodu, hehe. Cała droga równie wiosenna. Dopiero po przekroczeniu granicy z Czechami w Lubawce dało się odczuć zimę. Część stoków jeszcze mocno ośnieżona. Sam Pec pod Sniezka czarny, lecz kompleks narciarski na pierwszy rzut oka niczym nie przypominał wiosny. Jednak to tylko pozory... Popatrzcie sami:

Przy górnej stacji czteroosobowego wyciągu kanapowego pan z obsługi poczuł iście letni klimat! Słuchając czeskiego rocka opalał się i podśpiewywał, hehe.

W tym samym miejscu w tym roku postawiono interesującą wieżę widokową. Stalowa konstrukcja ciekawie komponuje się z górskim krajobrazem...

Bardzo lubię przejeżdżać tak zwanymi przecinkami w lesie. Czuć wtedy zapach świerków, słychać głos ptaków, szum potoków.... Najlepszy odpoczynek! Najprzyjemniej gdy samemu pokonuje się takie łączniki między kolejnymi stokami.

Przejście z Hnedy Vrch na Zahradky (mapka ośrodka) mimo, iż przystosowane głównie dla narciarzy biegowych zawsze jest przeze mnie odwiedzane. Dosyć męczące, ale warte trudu! W zależności od pogody i widoczności można poczuć się jak na dachu świata...

Dużym atutem mieszkania w pensjonacie w środku gór, jest to, iż nie trzeba zjeżdżać do miasta (choć jest urokliwe). Na te trzy dni zupełnie się wyłączyłam. Do tego towarzystwo sympatycznych Czechów sprawiło, że bardzo odpoczęłam.

piątek, 19 marca 2010

Co prawda dopiero drugi dzień cieplejszy, a na duszy i w głowie już pozytywniej! Ostatnie dni były dla mnie ciężkie, ciągle chciało mi się spać. Teraz jeszcze nie jest w zuepłności dobrze, ale zdecydowanie lepiej. Od razu naszła mnie ochota na wycieczki, najlepiej rowerowe! W tamtym roku Gazeta Wyborcza prowadziła ciekawą akcję o tytule Rower to jest świat!. Nie orientuję się, czy tylko lokalnie na Dolny Śląsk, czy w całej Polsce. Miała na celu poprawę sytuacji rowerzystów we Wrocławiu. Poruszane były różne problemy takie jak możliwość zostawienia roweru, wypożyczalnie, czy ścieżki w mieście. Choć ja dziś nie o tym. Co sobotę był dodatek tzw. rowerownik z ciekawymi trasami w moim województwie (np. okolice Trzebnicy i KocieGóry). Pomysł świetny! Nie sądziłam, że tyle jest interesujących rejonów, gdzie można dotrzeć na przykład pociągiem, a dalej już jednośladem. Lubię takie opcje. Nie mam najlepszej kondycji i nie przepadam za jeżdżeniem ruchliwymi ulicami. Także fajną opcją jest dojechać do małej mieściny, lasu PKP. Tam już się napawać przyrodą. To jest dla mnie najlepsze w rowerowych przygodach. Do tego przerwy na piknik, ognisko - pycha. Wszystkie numery zachowałam i mam nadzieję je dalej wykorzystywać. Przyznam się, że mimo mnogości propozycji mało zobaczyłam. Jakoś się nie składało. Był to czas zdecydowanie czym innym pochłonięty. Poza tym, tam sporo tras w górach, a to odpuszczam. Ale teraz? Tylko rower trzeba sobie sprawić. Nie mam dużo wymagań. Parę przerzutek i oby nie był za ciężki. Jest już gdzie trzymać. :))

Parę dni temu natchnęłam się na gazecie na ciekawy artykuł Ścieżki rowerowe zamiast torów? . To dopiero mogłoby być ciekawe. wydaje mi się, że kiedyś Obiezy_swiatka o czymś podobnym pisała. Nie mogę znaleźć tego jej wpisu. Może pomożesz? Chyba, że się mylę;).

A jak jest ze ścieżkami, trasami w Waszych okolicach? Gdzie najbardziej lubicie jeździć?

poniedziałek, 15 marca 2010

...urodziny mojego bloga. To już dwa lata! Tyle się wydarzyło...  Blog jest dla mnie miłą odskocznią od codzienności, inspiracją literacką, podróżniczą. Spotakałam tu naprawdę wartościowe osoby i mam ochotę na jeszcze;). Podsumowań nie lubię, zatem zapraszam na wirtualne ciasto i zachęcam do odwiedzenia mojej sosny http://gusiook.posadzdrzewo.pl !

sobota, 13 marca 2010

Pierwszy stłuczony kieliszek w nowym mieszkaniu zaliczony! Byliśmy dziś w ikei na zakupach. Przede wszystkim w poszukiwaniu regału na książki. Póki co, kartony z nimi zalegały nam dosłownie wszędzie. Co prawda w nowo nabytym nie pomieścimy wszystkiego, lecz dobre i to na początek. Wymagań dużych, jak nam się wydawało nie mieliśmy. Zależało nam na klasycznym, z otwartymi półkami regale. Żadne witrynki! To nic, że kurz będzie się zbierał. Jakoś lubię mieć książki pod ręką i widzieć tytuły. I już. Większość z nich to lichociny, ledwo szturchnięte, a już się chwiały. To jak miały utrzymać książki? Wybraliśmy, wyglądający na solidny ten:

 

Można z czasem i przypływem funduszy rozbudować. Są naprawdę ciekawe rozwiązania! Zobaczymy jak się będzie sprawował.

Po części głównej przeszliśmy do działu, jak ja to nazywam pierdółek. Tam hulaj dusza! Dobrze, że mieliśmy ograniczenie czasowe, bo byśmy nigdy nie wyszli. Z. na szczęście jest cierpliwy, hehe. Udało się kupić dzbanki – zwykłe, szklane, wspomniane kieliszki na wino i wódkę ( za tydzień czeka nas parapetówka, a szkła właściwie nie mieliśmy), otwieracz do wina miseczki, świeczniki, świeczki i różne takie. Najlepszym chyba zakupem jest lustro do przedpokoju -30 zł. Nie było go w planach, ale cena przyciągnęła i nawet nieźle się prezentuje.

Po wniesieniu wszystkiego do mieszkania regał się przewrócił na torbę z resztą rzeczy i stłukł się tylko jeden kieliszek do wina! Na szczęście chyba:)).

czwartek, 11 marca 2010

W tym semestrze zaczęłam przedmiot o szumnej nazwie Technologia Postaci Leku -  TPL. Wyższa technologia kończy się właściwie na nazwie zajęć. Pracujemy, jak to na moją już uczelnię przystało, w muzealnych, archaicznych labolatoriach. Ze sprzętem jest podobnie.

Nie wiem jak później mamy umieć pracować na tym normalnym;). Choć elektroniczne wagi czasem się jednak zdażają, hehe. Uczymy się robić różnego rodzaju krople, maści, czopki. Nawet fajnie sobie pomieszać różne składniki. Pracownia z wyjątkowo leniwie płynącym czasem. W końcu farmaceuta ma być przede wszystkim dokładny;).

Raz nawet zrobiło się wiosennie:))

 

poniedziałek, 01 marca 2010

Ostatanie dwa tygodnie mojego życia płyną w strasznym tempie. Niestety mało w nim dobrego. Nie napiszę nic odkrywczego, że zdrowie jest najważniejsze. Ono się posypało wśród moich najbliżych. Kompletnie. Dziś oczekiwanie na jeden, bardzo ważny wynik... Jest ciężko. Wszystko inne przestało być ważne. Nie spodziewałam się, że aż tak wpłyną owe sprawy na moje postrzeganie reczywistości...

Do tego przerowadzka do NASZEGO M, która miała być ogromną radością. Więcej w niej jednak nerwów, pośpiechu, cały urok prysł. Przesłoniło ją inne... Choć z drugiej strony, zobaczyłam ile wokół mnie wspaniałych ludzi, na których można liczyć w 100%. I to jest niesamowicie budujące. Bo o ile na sprawy losowe nie mam wpływu i po prostu trzeba się pogodzić, to obecność przyjaciół sprawia, że moje skrzydełka jeszcze machają... Dobre słowo, miły SMS, mail czy pomoc w sprzątaniu, zakupach - doprowadziły do tego, że się nie rozsypałam.

Zaglądam czasem na Wasze blogi, lecz póki co nie mam głowy i zwyczajnie czasu na pisanie. Nowy semstr na uczelni ruszył pełną parą, nie zważając na nic. Mimo wszystko muszę jakoś zaliczać kolokwia. Póżniej nie ogarnęłabym tego, przy takiej ilości materiału. POnoć po burzy wychodzi słońce i te go staram się trzymać...

Online Casino
statystyka