sobota, 31 marca 2012

Zanzibar, brzmi egzotycznie i wakacyjnie. Choć na pierwszy rzut nie mam więcej skojarzeń z tym krajem. Tym bardziej miałam ochotę na zapoznanie się z tą książką.

Oczekiwań dużych nie miałam, gdyż jest ona niewielkich rozmiarów. Ale kto wie? Pozory czasem mylą. Pewnie wielu pamięta program Martyny Wojciechowskiej „Kobieta na krańcu świata”, gdzie odwiedzała ona mniej lub bardziej znane kraje i poznawała sytuację kobiet. Całkiem ciekawy cykl. Powstała wówczas książka o takich samym tytule, wydana w dwóch tomach. Tym razem mamy do czynienia z małą książeczką, tylko o Zazinbarze. Również oparta na programie telewizyjnym.

Mam bardzo mieszane uczucia po przeczytaniu tej opowiastki, inaczej chyba nie mogę jej nazwać. Na samym początku Martyna Wojciechowska raczy nas przewodnikowymi informacjami o Zanzibarze. Z jednej strony są ciekawe, a z drugiej… No właśnie gdybym poszukiwała takich danych, sięgnęłabym po odpowiednią pozycję. Pojawia się pytanie po co są?

Po czym poznajemy rodzinę, typową dla tamtego rejonu – poligamiczną. Razem z Martyną zaglądamy im do domów, przysłowiowych garów. Widzimy jak pracują i jak zrobić, by nic nie zrobić. Kto właściwie jest głową rodziny? Czy obie żony tego samego mężczyzny są o siebie zazdrosne? Jakie mają marzenia? Ich życie jest w interesujący i wciągający sposób przedstawione przez autorkę. Ma zdecydowanie lekkie pióro. Wszystko pięknie, ale…

Według mnie temat został zbyt płytko, lakonicznie potraktowany. Chętnie bliżej bym się temu przyjrzała. Pewnie nie taki cel był tej książki. Tylko właściwie jaki? Napisać parę słów, wstawić piękne zdjęcia i sprawa załatwiona? Czułam się trochę jakbym czytała reportaż w gazecie, wtedy właściwie nie miałabym zastrzeżeń. A jednak mamy do czynienia z książeczką i dopiskiem z tyłu na okładce: tanie czytanie. Cena wcale nie wydaje mi się niska, za to kieszonkowe wydanie.

Mimo całej sympatii do Martyny Wojciechowskiej zawiodłam się. Od książek oczekuję czegoś więcej, niż godzinnej przyjemności. Z czego jedna trzecia to zdjęcia. Fakt, wspaniałe, kolorowe, egzotyczne. Owszem nie męczyłam się w trakcie czytania, było zajmująco. Tylko dlaczego tekstu tak mało?

Zanzibar, Martyna Wojciechowska, National Geographic, Warszawa 2012

Recenzja opublikowana na kobieta20.pl

czwartek, 08 marca 2012

...niespodziewany wyjazd w góry na wydłużony weekend. Trzeba wszystko odłożyć na bok i odetchnąć świeżym powietrzem. Ostatnie dni ciężkie i zabiegane. Nie ogarniam już kiedy z i kim, hehe. Na prawdę relaks jest mi potrzebny. Szusy i spacery idealnie się do tego nadają :).

piątek, 02 marca 2012

Marzenie o posiadaniu dziecka. To temat numer jeden wśród wielu par. Los nie zawsze jest łaskawy. Droga ku macierzyństwu i tacierzyństwu może być kręta, wyboista… Jodi Picoult jak zwykle porusza trudne i bolesne problemy w swojej nowej książce. Czy sprosta zadaniu?

Myślę, że nie jest łatwo mówić i pisać o porażkach przy staraniu się o potomka. W naszym społeczeństwie panuje tabu. Czytając książkę można stwierdzić, iż nie tylko w naszym. Temat osobiście mnie nie dotyczy. Jednak pewnie każdy ma w swoim otoczeniu pary, starające się bezskutecznie o dziecko. Często nie wiemy jak się zachować. Wynika to z niewiedzy, chęci nieurażenia… Poza tym sami przyszli rodzice zamykają się w swoim świecie. Jodi Picoult pokazuje ich społeczną izolację, problemy finansowe i frustrację, gdy w otoczeniu pojawia się szczęśliwa, klasyczna rodzina.

Nie będzie tu jednak mowy o długotrwałych staraniach, przynajmniej nie jako wątek dominujący. Sporo się dowiemy, co przechodzili podczas wszystkich prób. Zoe i Max po kolejnej zakończonej tragedią ciąży, rozstają się. Związek nie przetrzymał próby czasu i komplikacji, jakie przyniosło im życie. Każde z nich wkracza na zupełnie inną i odmienną ścieżkę… Czy odnajdą szczęście i ukojenie?

Jak zwykle u tej autorki poznajemy myśli bohaterów za sprawą narracji zarówno Zoe, jak i Maxa. Pomaga to wczuć się w klimat i specyfikę książki. „Tam gdzie Ty’ momentami jest dla mnie zbyt teatralna. Huczy od emocji. Co jednej strony jest zrozumiałe, lecz z drugiej czasem wymowniejsza i bardziej dosadna jest cisza, przemilczenie, niedopowiedzenie… Tu wszystko dostajemy na tacy.

Jodi Picoult porusza tu wiele kontrowersyjnych i trudnych aspektów ludzkiego życia. Począwszy o problemach z płodnością, śmierci dziecka, skrajną religijnością, depresją u nastolatków, a skończywszy na miłości homoseksualnej. Każdy z tych wątków niewątpliwie przykuwa uwagę czytelnika. Czy jednak nie jest ich za dużo jak na pojedynczą powieść? Momentami odczuwałam przesyt. Trudno mi było skupić się na jednym i spokojnie oddać się refleksji…

Całość mimo wszystko oceniam na plus. Zakończenie bardzo mi się podobało. Co z pewnością przeważyło szalę ogólnego wrażenia. Pewne poruszane kwestie można szybciej przekartkować. Temat jest ważny i dość rzadko podejmowany przez pisarzy. Wiadomo, że na Jodi Picoult można pod tym kątem liczyć. Muszę mieć jednak przerwy w czytaniu jej książek. Co za dużo, to nie zdrowo.

Tam gdzie Ty, Jodi Picoult, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2012

Recenzja opublikowana na kobieta20.pl

Online Casino
statystyka