czwartek, 21 maja 2009

Ostatni tydzień pod znakiem botaniki, a ściślej z roślinami dwuliściennymi leczniczymi. Bokiem mi to wychodziło. Jakoś nie mam serca do nauki systematyki flory. Szczególnie, że obowiązuje nas nomenklatura łacińska, do tego surowce i substancje lecznicze. Nie do ogarnięcia. Koło udało się zdać na wymarzone trzy;) Nie wiem tylko jak będzie z egzaminem... Tak czy siak muszę je opanować. Czeka mnie również praktyczna część egzaminu - tzn. rozponawanie mikroskopowe i na żywo jakiejś roslinki. Trzeba będzie spenetrować okoliczne zbiorowiska i pooznaczać gatunki.

Podczas nauki o rodzinie Apiaceae -  selerowate natchnełam się na ciekawą informację odnośnie Marchewki zwyczajnej, a mianowicie w przeszłości występowała w najróżniejszych kolorach: białym, żółtym, pomarańczowym, fioletowym oraz tzw. tęczowym. Obecną popularność na świecie pomarańczowa marchew zawdzięcza ... Holendrom, którzy wyhodowali oraz wypromowali odmianę w ich ulubionym kolorze. Bardzo spodobało mi się to zdjęcie z wikipedi:

 

 

 Z kolei przy Asteraceae - astrowatych w zachwyt wprowadził mnie okwiat Jeżówki purpurowej (Echinacea purpurea). Wchodzi ona w skład preparatów podnoszących odporność na infekcje różnegopochodzenia. Jej lecznicze działanie nie zostało w pełni udowodnione, zapewne pełni ona wspomagającą rolę. Zdjęcia z tego samego źródła:

 

 

 

 

 ***

Poza tym mam naprawdę dobry dzień.  Właściwie bez szczególnego powodu i to chyba jest najlepsze!

poniedziałek, 11 maja 2009

Naszą weekendową wyprawę rozpoczeliśmy w sobotę o 6 rano. Wstać tak wcześnie dla mnie to nie lada wyczyn, lecz tym razem motywacja sprawiła, iż nie było z tym problemu. Na miejscu w Karpaczu byliśmy ok. 10 rano. Na szlak wyruszyliśmy z Białego Jaru. Jak byłam w tych rejonach 4 tygodnie temu, wiosna dopiero pokazywała swe oblicze, teraz wszystko rozkwitło i pięknie się zazieleniło. Do tego świecące słońce dopełniało dobre nastroje. Wszystko co nie przyjemne zostało w domu, wędrując mieliśmy czas tylko dla siebie. Czasem milcząc, czasem rozmawiając... Z. jest bardzo dobrym dla mnie kompanem wszelkich wypraw. Moja kondycja cały czas była dość słaba, chyba astma dawała znać o sobie. Jednak nie poddawałam się i mimo wszystko szłam dalej, po prostu robiliśmy więcej przerw.

 

 

 Po drodze mimo świecącego słońca ciągle napotykaliśmy się na śnieg. Nie były to co prawda duże ilości, ale były.

 

 

 Gdy dotarlismy do schroniska "Samotnia", gdzie mieliśmy nocleg nie mogliśmy wyjść z podziwu dla widoków. Było tak pieknie, że aż kiczowato. Nie potrafie opisać tego słowami. Myślę, że i zdjęcia nie oddadzą tego w 100%. Zjedliśmy pyszne pierogii i przespalismy się dwie godziny, wyszło zmęczenie z całego tygodnia. Godzina była wciąż młoda, więc postanowiliśmy przjeść się po pobliskich pagórkach. Dotarliśmy do schroniska "Pod strzechą akademicką", gdzie na nasłonecznionym stoku znów wylegiwaliśmy się - tym razem w słońcu. Wieczór przy winku dopełnił nasz dzień... 

 

okolica

 

 

 

 

 Z. zrobił śniadaniową niespodziankę pod postacią jajecznicy na kiełbasie, gorącej czekoladzie i naleśnikach z serem - pychota! Nasz pobyt w Samotni dobiegł końca. Muszę przyznać, że atmosfera i obsługa w tym schronisku jest fantastyczna, warto odwiedzić to miejsce:) Celem wczorajszego dnia była Śnieżka. Pogoda nadal nam dopisywała. Wyruszyliśmy szlakiem przez Strzechę Akademicką, granią karkonoską i dotarliśmy do "Domu pod Śnieżką". Tam chwila przerwy przed wdrapaniem się na sam sczyt. Wybraliśmy stromszą drogę, łatwo mi nie było... Satysfakcja po dotarciu do celu nie do opisania. Z jednej strony rozpościerał się widok na polskie Karkonosze, z drugiej na stronę czeską. Wiał zimny wiatr, więc schowaliśmy się do baru, gdzie język polski przeplatał się z czeskim. Obserwatorium na skutek zawalenia zimą było zamknięte. 

Śnieżka z oddali...

Obserwatorium na Śnieżce

 Do Karpacza schodziliśmy trzy godziny malowniczym czerwonym szlakiem,gdzie znajduje się cmetarz ofiar gór... Refleksje same się nasuwają... 

 

 
 

 

 

Pobyt zakończyliśmy pysznym obiadem, jak szaleć to na wyjazdach. Taką myślą zawsze się kierujemy. Oszczędzać to tylko w domu;)
piątek, 08 maja 2009
Wolny weekend Z. rzadko się zdarza, dlatego każdy wykorzystujemy jak możemy. Jutro wyruszamy z samego rana w Karkonosze. Całe dwa dni przed nami! Będziemy spać w schronisku SAMOTNIA. Oboje nigdy tam nie byliśmy, zatem przygodo witaj! Pewnie dopiero uda się gdzieś wyskoczyć po sesji, dlatego tym bardziej zdecydowaliśmy się na wyjazd. Dla mnie każdy wypad to jak nowy oddech. Nabieram sporo energii na codzienne sprawki. Egzaminów będzie sporo trudnych, przyda się jak najbardziej. :))
wtorek, 05 maja 2009

Czasem mam takie dni, że długo snuję się po omu w piżamie. Najlepiej jak jestem sama w domu i o ile mam na to czas. Dziś się kaurat złożyło:) Czuję się wreszcie w miare wypoczęta. Alergia znów nie aje mi spać:( Budzę się zmęczona i zapuchnięta, powinnam spać przy zamkniętym oknie, ale mi za gorąco... Tak źle i tak nie dobrze. Póki co wszystkie koła do przodu, więc poranek czytelniczy niekoniecznie z tomiskami od chemii;) Do tego sniadanko i kawka w łóżku - taka rozpusta od czasu do czasu dobrze robi.

***

Majówka minęła raczej szybko i niezauważalnie. Spędziliśmy ją u rodziny Z. Jak zwykle przyjemnie, leniwie i sporo jedzenie. Nie za bardzo lubię ten aspekt wizyt u nich. Ciągle coś donoszą i "nie można" odmówić. Choć z czasem staję się bardziej asertywna... Jaka to przyjemność później nie móc się ruszać? Preferuję aktywny wypoczynek, tam tego nie ma... Często nie przyjeżamy, więc te wyjazdy w gruncie rzeczy są przyjemne. Przyejmnie, gdy ktoś stara się, abym dobrze się czuła. Odwiedziliśmy też siostrę Z. Ma swietnego synka w wieku przedszkolnym. Śmiechu przy nim było co nie miara:)) Mały za mną latał, nawet dostałam malutki rysuneczek. Poza tym panuje tam spokój, brak ruchu samochoowego, pośpiechu i tłumów sprawia, że można się poczuć jak na wakacjach... Niech one już prędko nadejdą!

***

Kolejne moje prace decu: sosnowy pojemnik na herbaty i pudełeczko na biurkowe różności. 

 

 

 

 

Online Casino
statystyka