niedziela, 30 maja 2010

Czasem trudno skupić się na jednej mysli, gdy w głowie niczym na jarmarku. Ostatanio mam kołchoz w głowie. Chciałabym wszystko na raz. Wiadomo tak się nie da. Trzeba powoli  odchaczać zadania do wykonania, które niestety sprawiają coraz mniej przyjemności. Smutne. Może to tylko dłużej trwający kryzys? Za dużo obowiązków? Nie wiem.

Dlatego dobrze jest iśc tylko na spacer, tylko na przejażdżkę rowerową, tylko leżeć na kanapie i słuchać muzyki. A nie analizować w głowie zadania do wykonania. Najgorzej jest wieczorem, gdy pod osłoną nocy myśli są najczarniejsze, a życie szare. Uczę się czerpać radość i odpoczynek z prostych czynności. Teraz po deszczu na dworze tak pięknie pachnie - aż kręci się w głowie! Najbardziej wwąchuję się w akacje, ah. Za oknem piekny zachód słońca - taki różowo-niebieski. Przypomina czas wakacyjny. Jak dobrze mieć w tyle głowy obrazy, które przynoszą ukojenie.

Marzę, by wyruszyć w nieznane... Zaokrętować się na jachcie i popłynąć za horyzont... Wiem, jeszcze trochę. Przyjdą wakacje. Wytrzymaj. To sobie codziennie powtarzam.

 

środa, 12 maja 2010

Duża ilość nauki sprzyja nadużywania kawy, czy innych pobudzaczy. Kawę zawsze lubiłam. Jak przyejmnie jest się delektować nad parującą filiżanką. O czymś słodkim do nie wspominając. Jest ok, gdy zachowuje się zdrowy rozsądek w ilości. W pewnym momencie przesadziłam i mój organizm stanowczo odmówił tego napoju. Skurcze łydek stały się nie do zniesienia. Kawa zamiast pobudzać powodowała gonitwę myśli. Stop. Tak nie można. Mimo ogromnej ilości wiedzy, którą muszę teraz przyswajać, zrezygnowałam z jej picia. Póki co całkowicie. Ciało musi odpocząć.

Swoją przygodę z Yerba Mate rozpoczęłam parę miesięcy temu. Początki, mimo pozytywnego nastawienia, były trudne. Po prostu nie mogłam przełknąć naparu. Wykręcało buzię. Picie przez tykwę nastręczało sporo trudności. Jednak ostatanio spowrotem uśmiechnęłam się w stronę Yerby. Do suszu dodałam trochę owocowej herbaty, a do filiżanki soku malinowego. Przygotowuję już tylko w zaparzaczu. Efekt zdecydowanie do przyjęcia! :). O działaniu nie wspominając, umysł przyjemnie pobudzony, chętny na nowe porcje wzorów chemicznych, hehe.

W między czasie zdrowe przkąski, marchewka, jabłka. Lody też się pojawiają. Przerwa na krótką przejażdżkę rowerową też się znajdzie. choć z drugiej strony, ciężko potem znów się przykuć do biurka. Okazuje się, że da się funkcjonować na wysokich obrotach bez hektolitrów kawy. Wiadomo, że najlepszy jest sen. O ile jest to mozliwe dbam o odpowiednią ilość godzin, a ja uwielbiam spać! Jakie są Wasze sposoby na odświeżenie umysłu, ciała? :))

piątek, 07 maja 2010

Ulrika jako nastoletnia dziewczynka co roku lato spędza nad morzem w południowo-zachodniej Szwecji wraz z barwną i kontrowersyjną rodziną Gattmanów. Na muszelkowej plaży rozgrywają się najważniejsze i najpiękniejsze chwile jej życia. Gdy jednak pewnego razu znika w tajemniczych okolicznościach adoptowana przez Gattmanów hinduska dziewczynka - Maja, harmonia tego miejsca zostaje zaburzona, a letni dom pustoszeje. Dorosła Ulrika wraca do zatoki muszelek dopiero po dwudziestu czterech latach, by pokazać swoim synom rajską plażę swojego dzieciństwa, ale makabryczne odkrycie, którego przypadkowo dokonuje wraz z nimi, rzuca nowe światło na tajemnicę sprzed lat. Taki opis znajdujemy na okładce książki. Sięgnęłam po nią z tego właśnie powodu, przy okazji wizyty w bibliotece.

Nie zawiodłam się. Na kartach powieści cały czas czuć tajemnicę, powiew nieopowiedzianej historii. Akcja toczy się powoli. Poznajemy dziwaczną rodzinę Gattmanów "od kuchni". Ich wielki dom, pełen zakamarków i kochającej rodziny każdego by przyciągnął - w tym i Ulrikę. Każde wakacje  spędza, marząc czasem, by być jednym z nich. Jednocześnie poznajemy Kristinę, dziewczynę stroniącą od ludzi, która żyje na pustkowiu. Najlepiej rozumie się ze zwierzentami. Mają ze sobą pewiem rodzaj porozumienia.

Książkę czytało mi się niezwykle przyjemnie. Nie mogłam sie doczekać rozwiązania zagatki z przeszłości. Mimo, iż nie znajdziemy tu niespodziewanych zwrotów akcji, czy lejącej się krwi, cały czas czuć napięcie. Wisi ono w powietrzu. Dopiero pod koniec się orientujemy co jest grane. Lubię, gdy autor nie odkrywa za szybko wszystkich kart na stół. Gdy daje nam szansę na domysły, własne scenariusze. Gdy możemy siebie sobie wyobrazić w danej historii. Dodatkowym plusem było to, iż autorka sprawnie, niepostrzeżenie wplata obraz Szwecji. Odwiedzane przez bohaterów szkiery kuszą...

Online Casino
statystyka