piątek, 18 czerwca 2010

Kiedy się uczę, lubię to robić etapami, małymi krokami. No i oczywiście wyznaczać sobie małe nagrody, hehe. Od razu motywacja jest większa! Jak z dzieckiem, które jeśli dostanie cukierka, zrobi coś szybciej i z większą przyjemnością. Jakoś sobie trzeba radzić, od miesiąca właściwie cały czas z małymi przerwami, się uczę. Nagrody są różne, wyjście na rower, odcinek serialu, kilka stron "normalnej" książki -  już mam na to siłę, czy wizyta na blogach.  Dziś mam wyjątkową niemoc, zatem zaczynam od przyjemności. Te książkę przeczytałam juz jakiś czas temu, ale utkwiła mi w pamięci.

Nostalgiczny romans szpiegowski, rozgrywający się w pięknej i niebezpiecznej Lizbonie czasów II wojny. Jack Gil, pół-Anglik, pół-Portugalczyk, zostaje wciągnięty w szpiegowanie na rzecz aliantów. Nie może jednak oprzeć się pięknym kobietom, równie zagadkowym, co jego praca... Są wśród nich: Mary, żona angielskiego pułkownika, Alice, luksusowa kobieta wielu mężczyzn i Niemka Anika. Romantyczna opowieść o honorze i wielkich uczuciach, przywodząca na myśl słynną "Casablankę", którą pewnego dnia bohaterowie oglądają w kinie...

Po raz kolejny była to dla mnie dobra lekcja historii. Aż wstyd się przynać, ale nie miałam zielonego pojęcia o pozycji Portugalii w czasie II-wojny światowej. Po lekturze poukładało mi się w głowie. Trochę doczytałam. Wracając do książki, napisana lekkim językiem, z wartką akcją. Główny bohater po latach przyjeżdża do Portugalii na ślub wnuka, który o pewnym wydarzeniach z życia dziadka nie ma zielonego pojęcia. Wspomnienia odżywają. Mimo, iż to już nie to samo miejsce, odnajduje ślady przeszłości. Poznajemy ją dzięki jego rozmyślaniom. Lubię w ten sposób poznawać czyjąś historię. Powieść jest bardzo wyrazista, czuć spisek, intrygę, polityczne niesnaski, romans wychodzący z kart książki. Poza tym bez problemu mogłam wyobrazić sobie miejsca, które odwiedzał Jack - kawiarnie, kina, zaułki Lizbony. Polemizowałabym z określeniem - romantyczna opowieść. Mimo, iż czasem sytuacje jak dla mnie były zbyt zagmatwane, czasem przewidywalne, jestem zadowolona, że dotarłam do tej pozycji w bibliotece. 

piątek, 11 czerwca 2010

Robię kawę w ulubionej filiżance. Otwieram dżwi. Biorę ze sobą książkę i siadam przy stoliku. Zamykam oczy i słucham ptaków. Nisko dziś latają. Widziałam jaskółki, czyżby zapowiada się na deszcz? Wącham. W czerwcowe wieczory maciejka rozpościera swoją woń... Wreszcie czuję odprężenie po długim dniu, po ciężkich ostatnich dwóch tygodniach. Jest spojnie. Na niebie kilka obłoczków. Już nie tak gorąco, że nie da się wytrzymać. Lubię tą moją oazę w środku miasta. Mowa o balkonie. Przyjemnie jest obserwować rośliny, które na początku wiosny były tylko nasionkami. Małymi. Codzienne podlewanie daje efekty. I pomysleć, że kiedyś szczytem botanicznym u mnie były kaktusy :D. Zobaczymy na jak długo starczy mi zapału. Zapraszam. :)

sprawczyni powalającego zapachu - maciejka...

Świeża bazylia do pomidorków...

... które niebawem się pojawią :D


 

Online Casino
statystyka