wtorek, 20 lipca 2010

Kobieta zaklęta w kamień / Marta Fox - po prostu wpadła w ręce :))

Kolekcja namiętności czyli Przygody młodej Ukrainki / Natalka Śniadanko -  książka pozyczona ze względu na obecne moje zainteresowanie Ukrainą. Już kiedyś o tym pisałam, lubie czytac powieści, której miejsce się toczy, gdzie chcę się w najbliższym czasie udać.

Smaki i dotyki / Inga Iwasiów - obecnie jestem w trakcie czytania. Język autorki bardzo przypadł mi do gustu.

Ja, pani woźna / Ewa Ostrowska - książka zachwalana przez Kota_w_butach 84, ciekawe jak mi się spodoba?

Ulica tysiąca kwiatów / Gail Tsukiyama - jakiś czas temu było o niej głośno. Dziś natknęłam się na nią w bibliotece, chętenie sama się przekonam o tej książce.

Powrót / Victoria Hislop - czytałam poprzednią książkę "Wyspę" , która bardzo mi się podobała. Dlatego gdy dojrzałam na bibliotecznej półce tę - od razu wypożyczyłam. Początek mnie wciągnął. Na tym się skończyło. Historia podobna do tej z pierwszej. Za krótki odstep czasu, by poznawać zbliżone perypetie. Miejsce inne, tym razem z główną bohaterką odwiedzamy hiszpańską Grenadę. Miasteczko wydaje się urokliwe, gdzie udajemy się do klubu tanecznego na kurs salsy i nie tylko. Sonia nie za wiele wie o młodości swojej matki, która właśnie pochodzi z owych okolic. Także uderzające podobieństwo z Alexis z "Wyspy". Również wątek historyczny odgrywa dużą rolę w książce. Dla mnie to na plus. Jak juz wielokrotnie pisałam z historii jestem beznadziejna i czytanie często uświadamia mi różne fakty. Potem sama mam ochotę doczytywać. Wracając do Hiszpani, sporo autorka pisze o walkach byków, które są głęboko  zakorzenione w tej kulturze. Jednak to nie dla mnie. Nie miałam ochoty o tym czytać. Nie mówię, że książka jest zła, jednak na tą chwilę nie mam ochoty jej czytać. Na jakiś czas odrzuciłam. Kto wie, może jeszcze kiedyś po nią sięgnę? Tymczasem są wakacje i więcej czasu na czytanie, a przecież ciekawych pozycji nie brakuje. Bez sensu się męczyć.  A Wam często zdarza się porzucić lekturę? Jakie są tego powody??

------------------------------------------------------------------------------

Mój mały balkonowy sukces :))

Na początku wyglądały tak - drugie zdjęcie od dołu.

sobota, 10 lipca 2010

Malownicze Sudety. Niewielkie miasteczko otoczone górami i oddalone od najbliższej, wielotysięcznej miejscowości, o 20 km. Z dala od problemów wielkiego świata, Ela (Ilona Ostrowska), samotna matka kilkuletniego chłopca, pracuje w zakładach mięsnych i opiekuje się schorowaną matką. Ela stawia czoła wszelkim przeciwnościom losu i wbrew otaczającej ją szarej codzienności jest szczęśliwa. Uwielbia gotować, a jeszcze bardziej - wymyślać przepisy. Do pełni zadowolenia brakuje jej tylko miłości. Kiedy pojawia się Mirek (Przemysław Sadowski), syn lokalnego sędziego, zdaje jej się, że droga do raju w końcu stanęła otworem. Tylko czy w tak małym świecie znajdzie się miejsce dla dużej miłości?

Po takim opisie można spodziewać się kolejnej cukierkowej komedii romatycznej. Nic bardziej mylnego. Również miłośnicy szybkich zwrotów akcji nie znajdą tu wiele dla siebie. Film toczy się spokojnym rytmem. Co nie oznacza, że wieje nudą. O owym gotowaniu za wiele nie ma, dla mnie to na plus. Bardziej liczy się to, iż każdy może mieć pasje, ambicje - niezależnie od wykształcenia, czy miejsca w życiu, w którym się akurat znajduje. Polubiłam główną bohaterkę. Potrafi odnaleźć się w trudnej sytuacji, mimo chwilowych zwątpięń idzie dalej. Jest przy tym pogodna i zwyczajnie dobra. Z podniesioną głową i szacunkiem dla siebie. Strara się tworzyć ciepły dom dla synka, nie zapominając przy tym o sobie. Jak wiele kobiet poświęca się rodzinie i traci swoje marzenia? Nikomu to nie przynosi korzyści...

Czasem przewidywalny, to nic. Myślę, że wiernie oddaje realia życia w małych miasteczkach. Gdzie los mieszkańców zależy od jednej, większej fabryki.Pokazuje, że można żyć zgodnie z sobą, nie krzywdząc przy tym innych. Sceneria Sudetów dodaje uroku.

Film obejrzeliśmy na tej stronie.

środa, 07 lipca 2010

Jak wiadomo, moja nieobecność, a w każdym razie słaba bytność w blogowym świecie była spowodowana sesją. Dziś napisałam ostatni egzamin, to na tyle. Wyniki jutro lub w piątek, więcej ode mnie nie zalęzy. Wreszcie głośno moge wymówić upragnione, wyczekane słowo WAKACJE!!! Uff, całe napięcie minęło. Aż dziwnie, że nie muszę sie uczyc kolejnych n-tych wzorów leków. Nie, nie będę za tym tęsknić. To był naprawdę trudny i pełen napięcia czas. Wytężonej pracy. Teraz przyszło usunąć notataki, książki z pola widzenia. By nic juz nie zakłócało umysłowego relaksu. Cały lipiec w aptece na praktykach szybko minie. Jest dobrze, fajni ludzie. Wreszcie czuję, że te studia są po coś. Choć z drugiej strony, jeszcze dobitniej czuję bezcelowość nauki wieeeelu rzeczy... Ale koniec o tym, w końcu mam WAKACJE !!!

Online Casino
statystyka