niedziela, 31 lipca 2011

Tegoroczne wakacje dla mnie to zdecydowanie czas bez internetu. Po prostu. Czasem zaglądnę, ale na pisanie jakoś nie starcza chęci. W głowie układają się wpisy na bloga, ale w niej zostają. Także na relacje podróżnicze przyjdzie czas. Odpowiedni, gdy już siądę wygodnie w fotelu.

Poza tym za pół godziny znów wyruszam, nie będzie mnie dwa tygodnie. Tym razem rodzinnie – żagle, rowery i morze na koniec. Wreszcie znajdzie się czas na spokojne, bez pośpiechu rozmowy... No i na czytanie oczywiście!

Samotni.pl / Barbara Kosmowska

Moja Afryka / Kinga Choszcz

Miłość na marginesie /Yoko Ogawa

Witajcie w raju : reportaże o przemyśle turystycznym / Jennie Dielemans

Do przeczytania :)

piątek, 08 lipca 2011

Czas ruszać na wymarzone, wyczekane wakacje! Sesja skończyła się dopiero wczoraj... Trwała długie dwa i pół miesiąca, organizm mówi już stop. Na szczęście wszystko do przodu i chyba najlepiej mi poszło na przestrzeni moich studiów. Mimo, iż przedmioty były trudne. Koniec. Kropka.

Dziś krótko, zaraz jedziemy na dworzec. Tam do pociągu, razem z naszymi objuczonymi rowerami. W Kołobrzegu na prom i na Bornholm! Rowerową przygodę czas zacząć. Ponoć ta wyspa to raj na posiadaczy jednośladów. Z ogromną ochotą się o tym przekonam na własnych kołach!

Do przeczytania :))

Tagi: Dania rower
21:35, gusiook
Link Komentarze (14) »

Przed siebie 

Podróżowanie palcem po mapie jest bardzo przyjemne. Można zamknąć oczy i przenieść się w odległe zakątki świata, do których raczej nie dotrzemy.

W przypadku literatury podróżniczej dodatkowym plusem, a właściwie jej podstawą jest SŁOWO. Dzięki spisanym przez autora wrażeniom poznajemy tysiące wspaniałych miejsc... Choć początkowo nie myśleliśmy o danym regionie poważnie, coś w naszej głowie kiełkuje. Kto wie, może pewnego dnia spakujemy plecak i ruszymy przed siebie, by sprawdzić zapiski pisarza?

Michał Kruszona zabiera nas w podróż po niewielkiej części Afryki, jaką jest Uganda. To państwo w środkowej części kontynentu nad Jeziorem Wiktorii. Na swoją wyprawę wyrusza razem z przyjacielem. Pewnego dnia po prostu postanowili odwiedzić te zapomniane miejsce na świecie. Słowa nie poszły na wiatr, wkrótce stanęli na rozgrzanej ziemi Afryki.

Książka składa się z trzech części. Pierwsza to luźne przemyślenia przed wyjazdem. Od pierwszych stron czuć pozytywną ekscytację autora. Poznajemy sposób podróżowania Michała Kruszony. Poza tym autor dostarcza nam wielu cennych informacji dotyczących historii Ugandy. Jest to podane w przystępny, ciekawy sposób. Nie groźne nam przeładowanie faktami! W drugiej znajdziemy już właściwe zapiski, spostrzeżenia z wyprawy. Na trzecią składają się relacje z powtórnych odwiedzin tego kraju.

W trakcie czytania poznajemy nie tylko kolejne regiony Ugandy. Kluczową kwestią są ludzie spotykani po drodze. Dzięki książce choć trochę możemy przybliżyć się do zupełnie innego świata. Jak pisze Michał Kruszona „ Inaczej płynie czas w Afryce, inaczej się myśli i inaczej nazywa się rzeczy, które dla nas tylko pozornie są zrozumiałe. Z mieszkańcem Czarnej Afryki możemy mówić o tym samym, jednak on będzie rozumiał zupełnie co innego niż my.”. Miałam podobne odczucia podczas lektury. Jak można pewne zdarzenia oceniać, odbierać tą samą miarą, jeśli otaczająca rzeczywistość tak bardzo się różni od nam znanej? Z drugiej strony, autor czasem wyciągał zbyt daleko idące wnioski. Czułam czasem z jego strony pewnego rodzaju arogancję Białego człowieka. Niektóre sytuacje są traktowane lakonicznie, aż same się proszą o więcej uwagi. Miałabym ochotę więcej o nich przeczytać. To oczywiście moje subiektywne odczucia.

Tytuł "Uganda. Jak się masz, muzungu?” , a szczególnie jego druga frakcja jest zastanawiająca. Nie mogłam się doczekać, aby dowiedzieć się co on oznacza. Nie będę zabierać przyjemności, także po rozwiązanie zapraszam do książki.

W środku znajdziemy wiele wspaniałych zdjęć. Bardzo dobrze oddają przebieg wyprawy. Jedyne moje zastrzeżenie to brak korelacji między fotografiami, a opisywanymi zdarzeniami. Wybija z rytmu. Tekst poza wspomnianymi wcześniej częściami, nie jest podzielony na żadne rozdziały. Przeszkadza to w czytaniu na raty oraz uniemożliwia szybkie odnalezienie się w miejscu akcji.

Całość mimo wszystko oceniam na plus. Na pewno zasługę ma w tym postać samej Ugandy. Michał Kruszona plastycznym, wyrazistym językiem przenosi nas w jej gorące ramiona. Dzięki tej lekturze mam ochotę na ponowne literackie spotkanie z Afryką.

Michał Kruszona, Uganda. Jak się masz, muzungu?, Zysk i S-ka, Warszawa 2011

Recenzja opublikowana na kobieta20.pl

Online Casino
statystyka