sobota, 30 sierpnia 2008

wczorajszy wieczor spedzilam z siostra- G. w kinie. jako,ze obie uwielbiamy wszystko co wiaze sie z Francja wybralysmy francuski film "Niebo nad Paryzem" . Pomimo, iz G. ma dopiero 12 lat mysle,ze byl to trafny wybor. nie wszystko musi jeszcze rozumiec. dzieci w pewnym momencie zaczynaja chlonac swiat, nie wiadomo kiedy... wracajac do samego filmu, jestem zachwycona! niebanalne europejskie kino przedstawia Paryz troche z innej strony. zaglada w liczne zaulki, pokazuje proze zycia w magicznym miescie. Pierre ma swój świat, swoje szaleństwa, pragnienie bycia kochanym i jest Francuzem. Kiedy jego życie gwałtownie się zmienia ucieka w rytm swojego miasta - Paryża. Na nowo odkrywa urok paryskich zaułków, nieznaczących kawiarenek, które tak wiele mówią, parków i mieszkańców Miasta nad Sekwaną. Niespodziewanie zaczyna dzielić z przypadkowymi ludźmi radości i kłopoty. To dzięki nim odnajdzie siebie i pozna prawdziwy smak życia. Paryz jako miasto o wielu twarzach przedstawiony zostal za sprawa pozornie przypadkowo powiazanych ze soba ludzi. prosta refleksja o wydobywaniu pozytywnych chwil i cieszeniu sie kazdym dniem, dociera do widza... we mnie na nowo obudzila sie chec powrotu do nauki francuskiego, ktora zaniedbalam. kocham ten jezyk!poza tym popelnilam dzis male szalenstwo ksiazkowe w postaci "Francja po polsku" Barbary Stettner-Stefanskiej. 

 

 

 ***

wieczorem przychodzi do mnie K. po Szkocji jeszcze sie nie widzialysmy. Z. pojechal do rodzicow, wiec bedzie sposobnosc na pelne babskie spotkanie. niebawem zabiore sie do przyrzadzenia kolacyjki. sprobuje swoich sil przy papryce nadziewaej miesem, pieczarkami i jajkiem. zobaczymy, co z tego wyjdzie. 

14:24, gusiook
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 28 sierpnia 2008

jak tu zrozumiec faceta i Jego odmienny swiat? czasem dochodze dow niosku,ze lepiej nie starac sie zaglebiac w tajniki ich psychiki... rania, choc nie zdaja sobie do konca z tego sprawy. czasem mam dosc. i ta cholerna duma.... tak jak dzis. Z. dobrze wiedzial,ze zrobil zle. sprawil mi przykrosc. ekipa mazurowa bylismy umowieni na ostanie przedwyjazdowe spotkanie. troche wczesniej dotarlam do rynku, gdzie sie  umowilam sie z Z. On w miedzyczasie byl z kumplami z pracy na piwku. tak sie rozochocil,ze na nasze spotkanie dotarl z ponad godzinnym spoznieniem. w stanie nietrzezwym... zrozumialabym, jesli by tylko mi napisal. pal licho czekanie samej godzine. rozumiem,ze czasem integracje sie przedluzaja. tylko po co mnie co chwile zwodzil,ze bedzie szybko? oczywiscie stwierdzil, ze nie mam czego sie czepiac itp. niemilo sie zrobilo... niestety czasem po pijanemu palnie cos glupiego i zupelnie nie w Jego stylu... tylko,ze ja nie potrafie sie nie przejmowac. nie chce powrotu takich sytuacji. boje sie o niego, ze wzgledu ojca alkocholika  (ojciec Z.). zaraz czarne chmury naplywaja mi do glowy...wiem,ze czesto przesadzam, ale niektore mnie paralizuja...

23:44, gusiook
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 25 sierpnia 2008

wczoraj wrocilismy, slodkie lenistwo napelnilo mnie pozytywna, bulgoczaca energia! zmeczenie odeszlo w niepamiec. pomalu dochodze do siebie.. coraz mniej kotlujacych sie w glowie mysli. jedno jest pewne- potrzebowalam czasu. czasu bez pospiechu, bez zaduchu wielkiego miasta... nad jeziorem Powidzkim, gdzie bylismy panuje cudna aura- spokój, brak tłumów i przede wszystkim czysta woda. uwielbiam sie w nia patrzyć, do 8 metrów widać dno! co rusz przeplywajace lawice ryb zaciekawia, a pojawiajace sie wieczorem raki przestrasza. pod namiotem kopiacy kret czy przepychajace sie myszy przypomna o bogatym swiecie przyrody, ktory tak kocham. cala soba moglam odczuc otaczajacy krajobraz. przeplywajaca rodzinka labedzi rozczulila mnie niesamowicie. rodzice dumnie i wytrwale broniace swoje pociechy, zdobywaly dla nich jedzenie. wyludzajac je czasem od zeglarzy przy pomoscie, hihi.

poza tym ukochane zagle dopelnily moje szczescie o blogi nastroj. lopot zagli, wiatr we wlosach i specyficzna won jeziora przyprawia mnie o dreszcze. plywania sporo nie bylo, chodzilo raczej o jego namiastke. zeglarskiemu szalenstwu oddam sie bez reszty we wrzesniu na mazurach, gdzie wybieramy z przyjaciolmi.

jezioro Powidzkie ma dla mnie jeszcze jeden wymiar- to czas mojego dziecinstwa. od 6 roku zycia tam jezdzilam cala rodzina... wielki sentyment... do tej pory odwiedzamy to miejsce. w tym roku mnie ominelo z powodu pobytu w Szkocji. ...

z Z. na nowo odnajdujemy sie. pobyt nam posluzyl. wieczory spedzane na pomoscie, czy przy ognisku nadaly magiczny klimat. niesamowicie trzeba dbac o zwiazek, by utrzymac motyle w brzuchu. szczegolnie, gdy sie mieszka razem i codziennosc zaglada w oczy. gdy mijaja pierwsze eskscytacje... zaraz lece na sniadanie do Mamy, od mojego powrotu ze Szkocji nie bylo czasu na nasze ploteczki :) potem korki, juz zaczynam ponownie swoja dzialalnosc. ciekawe, jak bedzie.

 

 

 

09:09, gusiook
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 14 sierpnia 2008
ciezko mi sie odnalezc w domu... wszytsko takie inne... niby ok 7 tygodni to nie dlugo, a jednak... myslami czesto tam, cialem tu... trudno mi to wytlumaczyc Z. na Jego mijescu nie czulabym sie komfortowo... na nowo musze sie nauczyc wspolnego mieszkania. byla euforia zwiazana ze spotkaniem, oj byla! teraz jestem jakas nieobecna...chce sie cieszyc,a... szybko przywiazuje sie do nowych miejsc. dopiero co przechodzilam podobne rzeczy w Szkocji. teraz to samo... jutro prawdopodobnie jedziemy do Jego rodzicow, nastepnie jezioro Powidzkie wita. kapiele w czystej wodzie, ahhh... chyba czasu mi potrzeba... depresyjnie dzis.
23:17, gusiook
Link Dodaj komentarz »
środa, 13 sierpnia 2008

jestem.

tyle na teraz

poki co szalenstwo! 

22:51, gusiook
Link Komentarze (2) »
niedziela, 03 sierpnia 2008

coraz bardziej czuje zblizajacy sie powrot do domu... targaja mnie rozne uczucia... przede wszystkim tesknie za Z. i nie moge sie doczekac jak go usciskam. dotyku moje cialo sie juz domaga. zaczynjac od przytulania a konczac na... mam nadzieje,ze bedzie mial wolne. caly dzien spedzony blisko, kochajac sie... tego nam trzeba...  poza tym za rodzinka tez sie stesknilam, kawa u mamy juz czeka i niekonczace sie rozmowy...do 12 sierpnia coraz blizej.

z drugiej strony polubilam kilka osob z pracy i szkoda bedzie ich zostawiac... niesamowite,ze ludzie z roznych zakatkow o odmiennych przyzwyczajeniach moga sie zaprzyjaznic. miec wspolny punkt widzenia...niestety nawet nie licze na zachowanie kontaktu. mozna duzo obiecywac. zazwyczaj nic nie wychodzi....

17:35, gusiook
Link Dodaj komentarz »
Online Casino
statystyka