środa, 26 sierpnia 2009

Nasz Maluch wraca do zdrowia, lekarze wspaniale się nią zajęli. Wszystkim spadł kamień z serca. G. już jak zawsze rozgadana i rozbrykana, mimo, iż jest jeszcze bardzo słaba. Naszła mnie ochota na powrót do wakacyjnych wspomnień. Jak to już niejednokrotnie pisałam wiążą się przede wszytskim z odpoczynkiem od dużego miasta, zgiełku ludzkiego. Nie zawsze jest to możliwe w 100%, ale staram się o to dbać. Co nie znaczy, że nie interesują mnie miasta. Jednak w ramach dłuższego wyjazdu stawiam na spokój.

Pierwszą część wakacji spędziłam z rodzicami i G. w Międzywodziu. Dawno już nie byłam z nimi na dłuższym wyjeździe i troche się obawiałam jak to będzie. Wiadomo każdy ma inne przyzwyczajenia. POza drobnymi spięciami było naprawdę przyjemnie. Czas na wspólny posiłek, rozmowy, spacery... Staliśmy się mniej nerwowi i wybuchowi. Droga nad morze wyjątkowo długa i męcząca. Nie spodziewaliśmy się aż takich korków! Do tego nawałnica zmusiła nas i innych podróżnych do zatrzymania się. Nie dało się jechać, tak lał deszcz! Do tego mała trąba powietrzna?

Ciekawym zjawiskiem na tegorocznych plażach były bez wątpienia... Biedronki! Postanowiły chyba się poopalać :p

Gdy pogoda płatała figlu, lub jak zwyczajnie chcieliśmy odpocząć od plaży zwiedzaliśmy okolicę. Ciekawym zjawiskiem okazało się jezioro Turkusowe w Wapnicy. Swój kolor zawdzięcza białym brzegom i dnie od kredy. Męczące jedynie były wycieczki, co rusz podjeżdżające.

Kawałek dalej mieści się ujście rzeki Świny... W zalezności od prądów te małe wysepki zsotają zalane. Dlatego są niezagospodarowane. Teren niezmącony ręką człowieka.

Odwiedziliśmy również zagrodę z żubrami, gdzie ten gatunek jest rekultywowany. Zwierzaki mają dogodne warunki do życia. Niczym nie przypominające zoo. Poza tym mozemy tam zobaczyć jelenia, sarny, orły, dziki. Trafiły tutaj pod opiekę weterynaryjną. Na wolności nie miały by szans.

Swoją nadmorską przygodę zakończyłam w Międzyzdrojach, gdzie rodzice odwieźli mnie na dworzec. Czekała mnie długa podróż pociągiem na Mazury. O nich samych bęzie osobny wpis. Nawiązując do dzisiejszej tematyki, ciekawym zjawiskiem są dzikie konie. Co prawda są pod opieką ośrodku PANu, jednak nie są ograniczane i mogą hasać po okolicznych lasach. Przede wszystkim mozna je spotkać na brzegu przy jeziorze Bełdany. Pewnego ranka, nocowaliśmy właśnie w tej okolicy, wysuwam głowę z jachtu by ujrzeć taki widok. Nic więcej nie muszę chyba dodawać...

 

sobota, 22 sierpnia 2009

Z racji tego, że wrześniowy egzamin poprawkowy wcale nie tak daleko zaczęłam sie uczyć. Uczyć, to chyba jeszcze za dużo powiedziane, pierw muszę się oswoić z książkami :p Idzie dość topornie, ale myślę, że z dnia na dzień będzie co raz lepiej. Najfajniejsze są przerwy :D Finanse po wakacjach osłabły, więc przejrzałam domowe zapasy i ku memu zadowoleniu odnalazłam składniki na naleśniki ze szpinakiem. Ser żółty i pieczarki też są na stanie. Wyszły, że palce lizać! Pomimo braku serka feta i paru innych składników, które zawsze dodaję. Do tego zaparzyłam aloesową zieloną herbatę i już wieczór nabrał innego wymiaru. Drobne rzeczy, a cieszą:) Poniżej talia od grota. Na Mazurski wpis przyjdzie jeszcze czas.


piątek, 21 sierpnia 2009

Wakacje, wakacje i po wakacjach. Spędziłam naprawdę cudowne trzy tygodnie z najbliższą rodziną,a potem z przyjaciółmi. Czas oczywiście szybko zleciał. Mówią, iż to oznaka udanych wyjazdów. Coś w tym jest. Bezkres morza, mnogość jezior  i jachtów były mi ostatnim towarzyszem. Wróciliśmy z Z. wypoczęci jak nigdy:)

Dziś jednak nie mam nastroju na wracanie do tych chwil jeszcze raz... Moja młodsza siostrzyczka jest w stanie ciężkim w szpitalu. Spadło to na nas nagle. Wróciła z kolonii nie do poznania. Najgorsze jest to, że nikt z kadry nie poinformował moich rodziców o pogarszającym się jej stanie zdrowia. Nie doszło by do takich zmiam. Ci ludzie byli za nią odpowiedzialni?! Zresztą, nie to teraz najważniejsze. Maluch musi teraz szybko dojść do zdrowia. Mam nazieję, że bez trwałych śladów... Ma troskliwą opiekę lekarską i naszą. Chciałabym dziś, może jutro zobaczyć uśmiech na jej twarzy. Oczywiście przy niej nie okazujemy zmartwienia i lęku o jutro. Musi czuć, że jesteśmy pozytywnie nastawieni. Ma to ogromną siłe sprawczą. Pamiętam jak to działa, sama kiedyś długo chorowałam.

Online Casino
statystyka