niedziela, 28 września 2008
cudna leniwa niedziela dobiega konca. spedzilam ja nad Odra na "roczku" dziecka mojej przyjaciolki- E.sloneczna jesien a  zabawa wysmienita. Mala dzielnie sie sprawowala. zabawom nie bylo konca. do tego pyszne jedzonka, hihi. teraz czekam na Z., ktory wyszedl po winko, by dopelnic ten dobry dzien. och jak lubie te wieczory po wolnym dniu. nie te zmeczone calodzienna walka... zupelnie inna jakosc. bez zbednego zdenerwowania i z pelnym odprezeniem... poza tym jestem pod urokiem dwoch ksiazek, przeczytanych w weekend. o tym juz jutro, slysze nadjezdzajaca winde...
19:52, gusiook
Link Dodaj komentarz »
piątek, 26 września 2008

pierwsze promyki jesiennego sloca dotarly wreszcie do mnie. deszcz wrocil do chmur i mam nadzieje,ze predko nie przyjdzie... wilgotnosc w powietrzu nie dziala na mnie dobrze. poki co rozkoszuje sie blaskiem jesieni. do parku chcialoby sie... marzy mi sie dlugi spacer. szkoda,ze czas znow przybiera na predkosci... korepetycje juz w toku, a od srody zaczynam kolejny semestr na farmacji... tym razem trudniejszy od wczesniejszych. sil po lecie mam sporo. ufam,ze wystarcza na dlugo. caly tydzien wracam pozno do domu. zmeczeni szybko z Z. zasypiamy. dobrze,ze mielismy cudne wakacje, dola moznaby inaczej zlapac. pozostaje tylko szybko sie przyzwyczaic i stawic czola nowym zadaniom.

 

wracajac do ostatniego weekendu, wyjazd w gory udal sie. zdobylismy Szrenice, gdzie nocowalismy. gesta mgla, deszcz i dwa stopnie nie nastroily nas do dalszych wedrowek. aczkolwiek czas w schronisku spedzilismy w pozytywnej atmosferze... wniesione na gore winko szybko obalilismy... wypad byl dla nas swoistym pozegnaniem lata i wakacyjnych przygod.

13:41, gusiook
Link Dodaj komentarz »
piątek, 19 września 2008

ostatnie tchnienie wakacji i ich koniec zbliza sie wielkimi krokami... zimne poranki i wieczory o charakterystycznym chlodzie tylko mnie w tym utwierdzaja. pewno, nim sie obruce pazdziernik zawita. przed tym wszystkim jedziemy jutro na dwa dni z Z. w Karkonosze, by oddac sie (tym razem) gorskim widokom. wyjazd dla Niego bedzie niespodzianka. do konca jeszcze nie zdecydowalam sie na konkretny rejon. decyzje podejme dzis po sprawdzeniu kilku informacji.

***

wczoraj wieczorem odwiedzil nas przyjaciel, z ktorym bylismy na mazurach. przy kolacji z dobrym winem wspominalismy wspolna eskapade. od nowa przezylismy wszystko. anegdotom nie bylo konca... spotkanie dopelnilo wymiar zadowolenia z wakacji i utwierdzilo w przekonaniu o kolejnym rejsie. w planie mamy spotkanie z cala zaloga, ciekawe jak bedzie? ponizej jeszcze kilka ujec z ukochanej krainy. staje sie tu monotematyczna pod wzgledem zdjec ;) ponadto tekst jednej z ulubionych szant.

Gdyby tak ktoś przyszedł i powiedział: Stary czy masz czas 
Potrzebuję do załogi jakąś nową twarz
Amazonka, Wielka Rafa, oceany trzy
Rejs na całość, rok - dwa lata - to powiedziałbym

Gdzie ta keja a przy niej ten jacht?
Gdzie ta koja wymarzona w snach?
Gdzie te wszystkie sznurki od tych szmat?
Gdzie ta brama na szeroki świat?
Gdzie ta keja a przy niej ten jacht?
Gdzie ta koja wymarzona w snach?
W każdej chwili płynę w taki rejs
Tylko gdzie to jest? No gdzie to jest?

Gdzieś na dnie wielkiej szafy leży ostry nóż
Stare dżinsy wystrzępione impregnuje kurz
W kompasie igła zardzewiała, lecz kierunek znam
Biorę wór na plecy i przed siebie gnam.

Przeszły lata zapyziałe, rzęsą zarósł staw
Na przystani czółno stało - kolorowy paw
Zaokrągliły się marzenia, wyjałowiał staw
Lecz dalej marzy o załodze ten samotny łeb.
 
 
 
 

 

12:49, gusiook
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 18 września 2008

po kazdym wyjezdzie wydaje mi sie, iz lepiej byc nie moze. znow sie okazuje, ze jednak moze! wyprawa udana pod wieloma wzgledami... przede wszystkim zrobilismy kawal dobrej trasy. od polnocy po poludnie. rejs zajal nam dwa tygodnie. pierwszy tydzien spokojny, letni, pelen kapieli w jeziorach. minusem byla flauta. momentem przelomowym okazalo sie wyjscie z kanalow na jezioro Tałty, gdzie dopadla nam orgromna burza. widocznosc spadla do 5 metrow, wielka fala na wodzie. umiejetnosc naszego sternika uratowala przed najgorszym.moglo byc roznie.... przy wieczornym ognisku odreagowalismy i cieszylismy sie, ze nikomu nic sie nie stalo. od tej pory zaczela sie zeglarska praca przy sterze, szotach i balascie. uwielbiam to zjednoczenie zalogi, od ktorego zalezy bezpieczenstwo. bez wiekszych problemow dotarlismy na poludnie- Krzyze na j. Nidzkim.  po czym musielismy sie spieszyc z poworotem do gizycka, poniewaz zostaly nam dwa dni rejsu. postanowilismy zachaczyc o Rybical na j. Rynskim- plynelismy ok. 12 godzin z jednym postojem. cudne zmecznie po calym dniu na wietrze spowodowalo, iz szybko polozylismy sie spac. nazajutrz, przy odchodzeniu niestety urwalo sie jarzmo od silnika. sytuacja byla o tyle powazna, iz mielismy jedna dobe na dotarcie do bazy. chlopcy staneli na wysokosci zadania i zrobili nowe. po kilku godzinach prac bosmanskich wreszcie wyplynelismy. zmierch dopadl nas wczesniej, niz przypuszczalismyi bylismy zmuszeni do postoju na noc. przy najwiekszych checiach nie udalo nam sie zdazyc na pociag... mialo to dobre strony, poniewaz glod nam dosc mocno doskwieral. naszczescie nastepny pociag byl 'tylko' za 4 godziny.

 

przede wszystkim cumowalismy 'na dziko' omijajac wielkie porty, gdzie trudno o intymna atmosfere. wszystkie bindugi, wyspy i wysepki byly nasze. wieczorne ogniska z kielbaskami i gitara w tle bede wspominac w zimowe wieczory. do tego nocne rozmowy, gdzie dusza sie otwiera... zeglarstwo ma w sobie to 'cos', co pozwala porzadnie zapomniec o codziennosci. jest niezwykle absorbujace i niesamowicie oczyszcza umysl.

 

ludzie. kolejny powod przemawiajacy nad powodzeniem wyprawy, mialam kolo siebie osoby mi najblizsze i wazne. przede wszystkim Z. na zadnym wyjezdzie w wiekszym gronie nie dogadywalismy sie tak dobrze, jak teraz. bez ograniczania,  ingerowania w siebie z doza niezaleznosci i indywidualnosci. z drugiej strony wylapywanie momentow  tylko dla siebie, starania sie o intymnosc  w grupie przyjaciol.  chwile uniesienia i rozkoszy w lesie przy blasku ksiezyca, czy na lodzi (pod pretekstem jej popilnowania) kolyszacej nas  dodatkowo... niektore wieczory spedzone na rozmowie z przyjacielem, umocnily w przekonaniu, iz nie jest sie samym na tym globie. wszechobecna won jeziora i trzepoczacy zagle wiatr dopelnily moje szczescie.

11:33, gusiook
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 01 września 2008

dzis w nocy jedziemy na dwa tygodnie na ukochane mazury:) przed nami jeszcze pakowania, bo jak to zwykle bywa- wszystko na ostatnia chwile! naszczescie udalo mi sie odebrac duplikat skradzionej w czerwcy legitymacji studenckiej i nie wykosztuje sie bilecie PKP. humor od wczoraj mam wisielczy. najchetniej zawinelabym sie w kokon i z niego nie wychodzila. przenisola sie w swiat ksiazek i filmow... szalejace hormony daja znac o sobie. jakos trza przezyc, dobrze, ze Z. wyrozumialy. ja bym dawno juz z soba oszalala. poza tym ostatnie dni obfite w przerozne spotkania z bliskimi mi ludzmi. poki co przed nami dwa tygodnie zeglarskiego szalenstwa. jedziemy w 9 osob na dwie lodki, moze byc ciekawie!

18:03, gusiook
Link Dodaj komentarz »
Online Casino
statystyka