czwartek, 16 września 2010

Najważniejsze zabytki udało nam się dojrzeć, podczas spacerowania i oglądania tego miasta. Ograniczony czas nie pozwolił na głębsze się im przyjrzenie. Doskonały pretekst by tu kiedyś powrócić...

Charakterystyczne dachy widać po horyzont, często zielone...


Kościół Dominikanów


Katedra Ormiańska

Państwowy Akademicki Teatr Opery i Baletu

Wspaniałe miejsce tętniące życiem... :)

Muzeum Farmacji

Niestety było zamknięte, bo chętnie bym zobaczyła. Często takowe odwiedzam przy okazji wizyt w różnych miastach. Swoją drogą aptek we Lwowie jest bardzo dużo. Na każdym kroku. Na Krymie też nie było z nimi problemu.

Do kina można się wybrać, tylko przydałaby się lepsza znajomość języka:). Daleko mu od multipleksów...

Zimne piwko z .... kiosku ukwieconego dobrze smakuje w upał! :D

Kto zagra w szachy lub poobserwuje grę na różnych skwerach Lwowa? Większość ławek w okolicach opery była zajęta przez graczy. Oglądających te rozgrywki też nie brakowało...

I jak tu nie chcieć wracać do takiego miasta? No jak?! :))

Jakie są Wasze miejsca? Miejsca, gdzie serce zostało na dłużej...


piątek, 10 września 2010

Nasz pierwszy etap podróży to Lwów. Z Wrocławia wyruszyliśmy nocnym pociągiem do Przemyśla. Nasza wycieczka nie potrwała długo, bo po zaledwie pół godziny stanęliśmy w Oławie. Okazało, że sprawcą przerwy są... kibice. Nie będę wdawać się w szczegóły, nie ma takiej potrzeby. Po dwóch godzinach ruszyliśmy dalej, zastanawiając się, co jeszcze nas czeka, hehe. :)

W Przemyślu bez problemu znaleźliśmy busik do Medyki - znajduje się przy dworcu PKS. Przejazd to jedynie dwa złote. Kierowca wypełnił swój pojazd do granic możliwości. Przyszło nam się jeszcze wiele razy z tym spotykać, była to częsta sytuacja na Ukrainie. Małe autobusy mieściły nawet do 70 osób! Przejście turystyczne polsko-ukraińskie pokonaliśmy bez trudu, poza lejącym się z nieba żarem. W końcu trzeba się aklimatyzować!

Zaraz po przejściu na stronę ukraińską zaczepił nas taksówkarz, który uparcie twierdził, że dziś niedziela i nie ma już marszrutek do Lwowa. Nie chciało nam się trochę wierzyć. Na szczęście akurat przechodzili turyści, którzy usłyszeli naszą rozmowę i zdementowali słowa owego Pana. Bez trudu można trafić na postój marszrutek, wystarczy iść prosto i za kantorami skręcić w lewo. Kursują one co pół godziny i za ok. 16 hrywien dojedziemy w dwie godziny do Lwowa.

Ze znalezieniem noclegu nie było kłopotu, a zależało nam na kwaterze blisko dworca i starego miasta. W końcu na następny dzień mieliśmy ruszać dalej. Zatem czekało nas jedno popołudnie i ranek na spacerowanie po Lwowie. Zwiedzaniem trudno to nazwać. Zdecydowanie za mało czasu.

Widok z okna naszej kwatery.

W brzuchach zaczęło już burczeć, czas na obiad! Przemierzaliśmy ulice zabytkowej części miasta i szukaliśmy sympatycznego miejsca, najlepiej z regionalną kuchnią. Trafiliśmy do małej restauracji blisko rynku. Barszcz ukraiński oraz pierogi z mięsem i kartoszką okazał się strzałem w dziesiątkę. :))


Byliśmy w okresie obchodów Święta Niepodległości Ukrainy. Na ulicach sporo ludzi w tradycyjnych strojach czy z jakimś narodowym akcentem. Miasto było kolorowe, rozśpiewane i skąpane w słońcu. Na scenie w rynku nie brakowało pokazów tańca, śpiewu...

Tradycyjne stroje.


Słoneczne ulice.



Tagi: Ukraina
14:28, gusiook , wyjazdowo
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 06 września 2010

Wróciliśmy wczoraj z naszych krymskich wakacji. Trudno jednym zdaniem opisać jak było, sporo myśli kotłuje się w głowie. Jeszcze są niepoukładane. Widok za oknem ciężko zrozumieć, że już jesteśmy w domu. Przede wszystkim było gorąco, słonecznie z wciąż niebieskim i bezchmurnym niebem! Kraina zupełnie inna od naszej codziennej. Nie raz się dziwiliśmy, nie zawsze na plus. Spotkaliśmy po drodze wiele sympatycznych ludzi o różnych narodowościach. Szczęścia do nowych znajomości nam nie zabrakło. Zobaczyliśmy większość z tego, co zamierzaliśmy. Przyrodniczo Krymem jesteśmy zachwyceni! Oczy co raz otwierały się szerzej... Góry i morze w jednym, to co lubimy najbardziej! Objadaliśmy się pysznymi owocami - arbuzy, melony, brzoskwinie, figi i winogrona - to była nasza smakowita rzeczywistość. Lokalne wina kusiły na każdym kroku;).

Nowy Świat

Podróż rozpoczelismy od Lwowa [Львів (Lwiw)]. Poniżej mapa Krymu z zaznaczonymi miejscami, które zwiedziliśmy. Z czasem wszystko opiszę. Wspomnienia muszą dojrzeć.

  1. Bakczysaraj (Бахчисарай) i okolice.
  2. Sewastopol (Севастополь)
  3. Bałakława (Балаклава)
  4. Koktobel (Коктебель)
  5. Nowy Świat (Новый Свет)
  6. Ałuszta (Алушта)
  7. Jałta (Ялта)

Fioletowa gwiazdka to Symferopol (Сімферополь) - węzeł komunikacyjny półwyspu. Kilkakrotnie przejeżdżaliśmy przez to miasto. Poruszaliśmy się po Krymie lokalną komunikacją, poznaliśmy wszystkie jej odmiany. Autostop został również wypróbowany, sprawdziły się historie o stylu jazdy ukraińskich kierowców. Szaleńcy, to idealne dla nich określenie! :)

Wakacyjny wyjazd na pewno zaliczamy do udanych. To najważniejsze, by wolny czas spędzić z uśmiechem na ustach i nie żałować przejechanych kilometrów. :))

Pomału będę nadrabiać blogowe zaległości. Jestem bardzo ciekawa co u Was słychać:)). Dobrze, że jeszcze miesiąc laby przede mną!

Online Casino
statystyka