piątek, 14 października 2011

Właściwie nie sięgam po książki z nutką fantasy w tle. Po prostu to nie mój gatunek. Jednak „Spadek” mnie zaintrygował. Kto by nie chciał dostać w spadku kamienicy, i to w Krakowie! Stąd informacja od wydawcy dotycząca paranormalnych zjawisk pojawiających się w budynku, nie zraża mnie.

Małgosia Jaworska to główna bohaterka powieści J. D. Bujak. Jest młodą lekarką, pracującą na wybrzeżu. To typowa realistka, wierząca w naukę. Zdecydowanie twardo stąpa po ziemi i lubi swoje poukładane, dość przewidywalne życie. Pewnego dnia otrzymuje tajemniczy list od adwokata, z którego dowiaduje się, iż dostaje tytułowy spadek po ciotce Aurelii. Sprawa jest tym bardziej dziwna, iż nie utrzymywała z nią od lat kontaktu. Dlaczego zatem to ona została wybrana?

„Spadek” okazuje się być krakowską kamienicą. Nie można jej sprzedać, ani wynająć. Jedyna możliwość to zamieszkanie w niej lub oddanie na rzecz klasztoru. Tak głosi testament. Dziewczyna decyduje się na przeprowadzkę na drugi koniec Polski. Zostawia przyjaciół, pracę i postanawia spróbować swoich sił w innym mieście. Ten moment książki wydaje mi się trochę naciągany. Ile z nas przeniosłoby się, właściwie z dnia na dzień, w zupełnie nowe i oddalone miejsce? Szczególnie, że potem nie widziałam u Gośki cienia tęsknoty. Może się czepiam. Lubię jednak odnajdywać w książkach realność postępowań bohaterów.

Bardzo szybko nasza lekarka zaczyna dostrzegać trudne do wytłumaczenia zjawiska. Z jednej strony ma świadomość ich realności, a z drugiej… No właśnie, jej umysł nie może tego okiełznać. Przecież widzi, że "za piwnicznymi drzwiami nie zawsze znajdują się schody...". I jak tu normalnie funkcjonować? Próby wyjaśnienia – badania diagnostyczne, ekipy sprawdzające obecność toksyn w domu itp. – spełzają na niczym.

W międzyczasie wynajmuje część kamienicy niejakiemu Jankowi. Ma tam prowadzić herbaciarnię z bogatym asortymentem. Między nimi zawiązuje się nić przyjaźni. Jak to mówią, nic nie dzieje się bez przyczyny. Jaki jest udział tajemniczego mężczyzny w tej historii dowiecie się czytając. Swoją drogą bardzo chętnie odwiedziłabym to miejsce, herbata musi być wyśmienita.

Splot tych wszystkich wydarzeń jest zastanawiający. Dlaczego to właśnie Małgosia została wybrana na spadkobierczynię? Czy otaczający ją nowi krakowscy przyjaciele mają głębsze znaczenie? I najważniejsze, co jest nie tak z kamienicą? Rozwiązanie zagadki jest wzruszające, momentami smutne, ale jednocześnie z pięknym przesłaniem. Warto do niego dotrzeć czytając… Nawet takim niedowiarkom jak ja.

Językowo autorka prowadzi nas na równym, dobrym poziomie. Przyjemnie się czyta. Fabuła momentami mogłaby być bardziej dynamiczna. Za dużo wałkowania tych samych kwestii. Czasem miałam ochotę na przerzucanie kartek. Poza tym i tak historia mocno wciąga. Sprawiła, że miałam chęć na więcej. Polubiłam bohaterów wykreowanych przez panią Bujak. Przyjemnie spędziłam z nimi czas.

Zapraszam do kamienicy przy ulicy Sławkowskiej. Znajdziemy tam mieszankę magii, duchów, spraw z przeszłości, wątek miłosny i obyczajowy. Miłośnicy horrorów raczej się zawiodą. W moim odczuciu „Spadek” to przyjemna powieść na jesienne wieczory.

Spadek, J. D. Bujak, Prószyński i S-ka, Warszawa 2011

Recenzja opublikowana na kobieta20.pl

czwartek, 13 października 2011

Kot_w_butach84 przypomniał mi swoim wpisem o Krymie, a dokładniej o Nowym Świecie. Zaniechałam w pewnym momencie spisywanie wrażeń, a potem to już poszło... Ah, ten mój słomiany zapał ;). Czasem chciałabym zrobić tyle rzeczy, a wychodzi niewiele...

Wracając do gorącej krainy, Nowy Świat leży blisko Sudaku. Bez problemu dostaniemy się tam marszrutką . Kursują one często, niewielka odległość miedzy miejscowościami sprawia, że podróż trwa krótko. Trzeba tylko pamiętać, że drogi są kręte. Uwaga do tych z wrażliwymi żołądkami, mój dobity upałem nie wytrzymał. Z drugiej strony roztaczające się widoki za morze, rekompensują wszelkie niedogodności.

Rezerwat przyrodniczy w Nowym Świecie usytuowany jest na wystającym w morze cyplu. Wejście do niego jest płatne, ale według nas szczerze warto zapłacić. Dla turystów została wyznaczona specjalna trasa - szlak Golicyna. Zobaczcie sami... Słowa są tu zbędne.

Wędrujemy wzdłuż morza, po skalnych ścieżkach...

Widok z daleka... I jak tu nie chcieć wędrować ?!

Grota,w której przechowywano wina i szampan. Ponoć ten region słynie z pysznych trunków :)

Warto zarezerwować sobie trochę więcej czasu na to miejsce. Piknik w takiej scenerii aż się prosi! My tego nie przewidzieliśmy i prócz obowiązkowych na Krymie winogron i wody nie mieliśmy więcej smakołyków. Zrobiliśmy sobie jedynie postój na morską kąpiel dla ochłody. Myślę, że jeśli jeszcze kiedyś będziemy w tych okolicach nadrobimy zaległości.

Czas na kąpiel! :))

piątek, 07 października 2011

 

Nawinęła się dziś ta piosenka w moim odtwarzaczu i nastroiła mnie pozytywnie! :)

W sam raz, by siąść z kubkiem herbaty i rozpocząć weekend :)

Ten ma być bez pracy, tylko przyjemności. Czego i Wam życzę :)

wtorek, 04 października 2011

Patrząc na tytuł powieści Gayle Tzemach Lemmon można by się spodziewać kolejnej smutnej, przerażającej historii o losach islamskich kobiet.

Zazwyczaj w tego typu opowieściach nie ma lub są znikome pozytywne elementy. Nie tym razem. Mimo trudów życia w kraju zmagającym się z wieloma wojnami, znajdziemy w Kabulu kobiety pełne przedsiębiorczości i charyzmy.

Autorka napisała tę książkę na podstawie rozmów z kobietami, które przeprowadziła w Kabulu. Spędziła w Afganistanie trochę czasu, by bliżej poznać realia życia. Przytoczę tu słowa, które padają na końcu. Wspaniale oddają charakter powieści. „Kobiety codziennie dokonują bohaterskich czynów, o których nikt nie mówi. Miałam okazję oddać im cześć, opowiadając jedną skromną historię. Pokazać czytelnikom inny Afganistan niż ten dobrze wszystkim znany, wyniszczony wojną. Kraj, gdzie codziennie dokonują się niezliczone małe akty wielkiej odwagi. Przedstawiam Kamilę Sidiqi, dziewczynę, jakich wiele.”

„Kobiety z Kabulu” wraz z wkroczeniem Talibów, muszą się podporządkować ich regułom. Opiera się to przede wszystkim na pozostaniu w domu, brakiem dostępu do nauki i pracy. Dla wielu młodych, dopiero co rozpoczynających życie to dramat. Bo jak tu zaprzepaścić swoje marzenia, gdy tak dużo pracy się w nie włożyło? Konsekwencje zamknięcia kobiet w domu są znacznie poważniejsze. Często są jedynymi żywicielkami w domu, bądź biorą czynny udział w utrzymywaniu rodziny. W swoich domowych twierdzach niewiele będą mogły pomóc najbliższym. Bieda, głód bardzo szybko zacznie zaglądać im w oczy...

Kamila swój dyplom ukończenia szkoły musi włożyć do kieszeni i potulnie pozwolić się zamknąć w domu. W jej przypadku stanie się to właściwie niemożliwe. Jest wyjątkowo uparta i za wszelką cenę dąży do celu. Przedsiębiorczość i kreatywność obok dobrego serca to drugie jej imiona. Przekona się o tym bardzo szybko. Idąc jej tokiem myślenia, nie można przecież siąść z załamanymi rękami i poddać się niesprzyjającemu losowi!

Gayle Tzemach Lemmon obok działających kobiet pokazuje także dobrych mężczyzn, którzy także są zmuszeni do wielu przykrości i rozczarowań. Wspierają równie wspaniale swoje rodziny. Wiele z nich ma już świadomość, iż kształcenie, edukacja kobiet jest bardzo ważna i potrzebna. Wszyscy muszą się na nowo odnaleźć w tej niezwykle trudnej i bolesnej rzeczywistości.

Poza tym autorka przystępnie nakreśla historię Afganistanu. Dzięki temu możemy lepiej zrozumieć jego problemy i troski. Bez tego książka była by dla mnie znacznie mniej przemawiająca. To zupełnie inny świat, od którego znam na co dzień.

Szczerze polecam „Kobiety z Kabulu” . Jak już wspominałam na początku, dzięki tej książce poznamy inne spojrzenie na kraje takie, jak Afganistan. Nie tylko zrezygnowanie, poddanie się pojawia się w ich oczach, ale także działanie, radość i uśmiech. Budująca i dająca nadzieję na lepsze jutro perspektywa.

Kobiety z Kabulu , Gayle Tzemach Lemmon, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2011

Recenzja opublikowana na kobieta20.pl

Online Casino
statystyka