co mi w duszy gra

środa, 24 kwietnia 2013

Oczywiście wakacji. Mimo, że sezon turystyczny już rozpoczęty, na wakacyjne wyjazdy czekam najbardziej. Pierwsza poważna praca w zawodzie rozpoczęta. Wiąże się to niestety z końcem wolności czasowej. Na razie oswajam się z myślą o ograniczonej (szczególnie na początku) liczby wolnych dni. Wiadomo są weekendy, ale o nie takim urlopie tu myślę... Eh. 

Ostatnim czasem słucham więcej radia. Odkrywam ciekawe słuchowiska. Ktoś może coś polecić? Świetna sprawa, gdy oczy i głowa chcą odpocząć. Zdecydowane zmniejszenie czasu spędzanego w wirtualnej przestrzeni dobrze wpływa na moje samopoczucie... Oczy się cieszą. :)

Szczerze marzy mi się słońce, takie prawdziwie wakacyjne. Ubiegłoroczne miało zupełnie inny obraz. Nie wiem skąd, ale mam ochotę na Maltę. Tak po prostu. Nie wiadomo ile z tego wyjdzie. Są i inne plany. Jednak rozmyślać o tym można. :)) Polskie radio ułatwia za sprawą fantastycznej audycji.

piątek, 15 lutego 2013

Sennie mi dziś zdecydowanie. Czy to za sprawą szarości za oknem, czy z powodu innych wydarzeń. Koniec tygodnia bywa męczący... Kolejna kawa musi być. Nie tylko by dostarczyć kofeinę, to mój etatowy poprawiacz nastroju. Mam ochotę nastawić się pozytywnie na dwa dni wolnego. Ostatnio często słucham Tracy Chapman. Moja ulubiona piosenka:

Przede mną ukochane nartki, tym razem w Szklarskiej Porębie. Jeszcze nie odwiedzałam tego regionu narciarskiego. Zresztą miejsce nie jest aż tak istotne, wyjazd rodzinny ma teraz większe znaczenie.

Odkrywcze nie będzie, jak napiszę, że czekam na wiosnę. I słońce. Póki co, za sprawą książki: Samotnie przez Bałkany  Anny Jackowskiej podróżuję w cieplejsze miejsca. Chwilowo stacjonarnie, ale kto wie, może zrodzi się kolejny podróżniczy pomysł? I tego się trzymam. :)) 

czwartek, 03 stycznia 2013

W tym roku pierwszy raz od dzieciństwa spędziłam święta poza domem. W mniejszym, rodzinnym gronie wyjechaliśmy w góry. Czyli do miejsca, gdzie bardzo dobrze się czujemy. Trochę inaczej:)). Więcej czasu na gadu, gadu...mniej na przysłowiowe latanie ze szmatą :p. Aury zimowej raczej nie było. Choć udało się pośmigać na nartach po sztucznie dośnieżonym stoku.

Okołosylwestrowe szaleństwa spędziliśmy w wesołym zgonie znajomych w Beskidzie Śląskim. Tym razem bardziej wędrówkowo, niż narciarsko. Co raz bardziej przekonuję do chodzenia po górach zimą. Na szczęście trochę mrozu i śniegu było. Jakoś tak dziwnie witać Nowy Rok w wiosennych nastrojach.

Góry to jest to, co zdecydowanie lubię najbardziej. Tylko one pozwalają mi naprawdę odpocząć.  O każdej porze roku czuję się tam dobrze...

Nowy 2013 został przeze mnie rozpoczęty z pozytywnym nastawieniem, a do tego w promykach górskiego słońca :) !

piątek, 17 sierpnia 2012

No to zaczyna się weekend! :) A na wolne dni najlepsze jest świeże powietrze! :)) Jestem zachwycona angielską zieloną trawą... Niby nic wielkiego, a jednak. Dzięki regularnym opadom deszczu rośnie jak szalona. Nic jednak po wybujałym gąszczu. Anglicy dbają o swój zielony dywan. Trawniki, wszędzie, ale to wszędzie są równiutko przycięte! Tworzy się mięciutka i świeża powierzchnia, która cieszy me oczy. :))

Kolejną sprawą są parki. Jest ich naprawdę sporo. W miastach, w których byłam zielonych terenów nie brakuje. Nic tylko zabrać koc, kosz pełen smakołyków, książkę i się rozkoszować słońcem, które się dość często pojawia. Ludzie chętnie i licznie z nich korzystają, ale bez rumoru. Naprawdę można odpocząć. Blisko mojego rodzinnego domu jest cudny park, kiedyś sporo czasu tam spędzałam... Tu na nowo odkrywam częste przebywanie na trawie ;).

Peasholm Park, North Bay, Scarborough

Scarborough

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Atrakcja turystyczna, tak przeważnie sprawdzam, co ciekawego można zobaczyć w regionie, do którego się wybieram. Jest cel podróży. Coś do zobaczenia, oko i dusza się pocieszy. A i zdjęcia oczywiście zrobić można. Te ostatnie co raz rzadziej robię. Mam mieszane uczucia, jaki jest ich sens. Tak naprawdę liczy się, to co w środku zostaje. Choć ładne migawki zdarzeń miło potem oglądać. Ale ja nie o tym dziś.

Bardzo lubię okolice Milicza wraz z jego wspaniałymi stawami. Co raz ostatnio więcej o nich w mediach. Starają się zrobić z tego miejsca tytułową atrakcję turystyczną wraz z całym zapleczem. Wiadomo, jeśli więcej osób będzie przyjeżdżać, to i gastronomia stanie się niezbędna. Z jednej strony cieszę się. A z drugiej … czy nadal rowerowanie w tych okolicach będzie tak przyjemne, jak dotychczas? Puste lasy, przyzwoite ścieżki i orkiestra natury? Jeśli ktoś ma ochotę na kajaki, to i wypożyczalnia się znajdzie. Trochę brakuje tam miejsc, gdzie można coś zjeść, odpocząć. Tak naprawdę wałówkę to i sama mogę zabrać. Nie jest to meritum, choć jadać w różnych miejscach lubię. Za cenę spokoju, o wszystkim mogę pomyśleć przed wyjazdem.

Z innej strony, mam wrażenie, że wszyscy szczerze zainteresowani spędzaniem tam swojego wolnego czasu, orientują się co, gdzie i jak. Nie potrzebują informacji turystycznych, czy kampanii reklamowej. Boję się, że zaczną tam przyjeżdżać ludzie przypadkowi, którzy nie potrafią szanować przyrody… Choć może tak nie będzie, chichą mam nadzieję.

Czuję się rozdarta w kwestii zachęcana ludzi do odwiedzania różnych miejsc. Dzięki temu nie raz sama się o czymś dowiedziałam. Nie raz też moje ukochane miejsca traciły na uroku… Kiedyś byłam zachwycona, jak wiele folderów, mapek można dostać w IT. Czy jednak wszystko musi być podane na tacy? Dziś inaczej do tego podchodzę, co nie znaczy, że nigdy nie korzystam. Optymalnego rozwiązania chyba nie ma…

czwartek, 08 marca 2012

...niespodziewany wyjazd w góry na wydłużony weekend. Trzeba wszystko odłożyć na bok i odetchnąć świeżym powietrzem. Ostatnie dni ciężkie i zabiegane. Nie ogarniam już kiedy z i kim, hehe. Na prawdę relaks jest mi potrzebny. Szusy i spacery idealnie się do tego nadają :).

poniedziałek, 20 lutego 2012

... zaczynam po raz kolejny ten wpis. Kilkakrotnie się za to zabierałam. Brak weny? Czasu? Ochoty? Chyba wszystko na raz. Rok się zaczął niekorzystnie i nie w głowie pisanie... Do Was zaglądałam, lecz raczej po cichu. Rzadko komentowałam. Tak już bywa, że życie weryfikuje nasze plany...

Zaaktualizowałam przeczytane książki w tym roku. Można zajrzeć przez ten link. Obecnie czytam Afryka Trek : od Przylądka Dobrej Nadziei do Kilimandżaro / Sonia i Alexandre Poussin. Przyjemnie podążać śladami tej pary przez afrykańską ziemię. Bije od nich spokój, to co mi teraz jest najbardziej potrzebne. A do tego egzotyczne otoczenie sprawia, że nastrój lepszy:).  Lubię te moje literackie wyprawy...

Mam jednak ochotę na powrót do blogowego świata. Już niekoniecznie tak biernie. Zobaczymy, co z tego wyniknie :).

sobota, 31 grudnia 2011

...koniec roku. Obfituje w pozytywne wydarzenia dla mnie. Przede wszystkim naprawdę wypoczywam... To ważne, szczególnie przed zbliżającą się sesją. Nabiorę energii. Spędzam czas z bliskimi, tak na spokojnie.

A propo spotkań, to jedno było nietypowe. Może lepszym słowem by było niecodzienne. Udało się zgrać terminowo-miejscowo i gdzieś w Polsce spotkały się wspaniałe blogerki. Mowa tu o Kocie, Vericie i mnie oczywiście. Czas pędził jak szalony i ciężko się było nagadać. Dzięki Dziewczyny za świetnie spędzone popołudnie.

To nie koniec miłych chwil. Wczoraj pogoda mnie rozpieściła. Byliśmy na nartach w Zieleńcu i spadło duuuużo śniegu (jak na tegoroczną zimo-wiosnę). Nawet choinki ubrały białe sukienki!

Teraz w piekarniku ostatnia porcja mufiin czekoladowo-malinowych, za chwilę doprodukuję czekoladowo-wiśniowe... Niebo w gębie zawdzięczam przepisom z tej strony. Zawsze wychodzą i są smakowite :)).

I jak tu nie mieć dobrego humoru? :) Czego i Wam życzę w ostatni dzień roku. :)

środa, 28 września 2011

Jeszcze niedawno wyjazd do Włoch, wydawał się takim ogromnym zaskoczeniem, taki nierealny. Słoneczna Toskania to prezent rocznicowy... Z. zdecydował, ja się ochoczo zgodziłam i ruszyliśmy! Takie prezenty wyjazdowe są dla mnie, dla nas najpiękniejsze... I tym razem przywieźliśmy worek wspaniałych wspomnień, zachwytów, emocji.

Dziś jeszcze nie mam ochoty na typowy powyjazdowy wpis. Za dużo jeszcze tego wypadu we mnie. Szczęścia, że był i smutku, że się skończył. Zamykam oczy i momentalnie przenoszę się w zabytkową Florencję, urocze San Gimignano z widokiem na toskańskie wzgórza, Siene z ciekawym rynkiem... Ten region Włoch nie rozczarował nas. Wręcz przeciwnie - oczarował... Nie raz przystawaliśmy z zachwytu. Choć na co dzień wolimy spędzać czas na łonie natury, tu mieliśmy ochotę na zabytki! Z zainteresowaniem czytaliśmy w przewodniku o odwiedzanych miejscach. Wiele ciekawych rzeczy się dowiedzieliśmy, na które zwykle nie starcza nam sił, czy chęci.

Gdy jestem w miejscu, które szczególnie mi się podoba, przychodzą do mnie czasem myśli... to znaczy chłonąc daną chwilę, widok wiem, że to wszystko jest ulotne i pryśnie jak bańka mydlana. I wyobrażam sobie jak to będzie wspominać, oglądać zdjęcia. Wspomnienia zamknięte w fotografiach przypominają tylko o zdarzeniach, wszystko jest gdzieś w środku... dociera wówczas mocno, że „Wszystko co piękne jest przemija” jak śpiewa Turnau. Takie refleksje na szczęście pojawiają się na krótko i pozwalają się cieszyć chwilą :)). Bo przecież jak śpiewa w innej piosence "Znów wędrujemy"... i to chodzi. :))

Dziś siedzę przed ekranem komputera, z przeziębieniem jesiennym i przeglądam zdjęcia. Z jednej strony te obrazy wydają się takie odległe w czasie, a z drugiej tak bliskie – przecież dopiero wróciliśmy!

poniedziałek, 07 marca 2011

... i właśnie stuknęła mi trzecia rocznica blogu(czy dobrze odmieniłam? ;) ). Nie wiem nawet sama kiedy. Jedno jest pewne, blog dał i daje mi mnóstwo inspiracji książkowych - tu przykładów bez liku, podróżniczych-nie wiem czy przyszłaby mi na myśl Ukraina, gdyby nie relacje Kota_w_butach i przede wszystkim poznałam kilka wspaniałych osób. Bo to ludzie tworzą to specyficzne miejsce w sieci. Czasem chce się pisać, a czasem ochoty brak. Dlatego ciężko przewidywać, jak długo to potrwa... Tymczasem zapraszam na tort! :)

 
1 , 2 , 3
Online Casino
statystyka