studia

środa, 12 maja 2010

Duża ilość nauki sprzyja nadużywania kawy, czy innych pobudzaczy. Kawę zawsze lubiłam. Jak przyejmnie jest się delektować nad parującą filiżanką. O czymś słodkim do nie wspominając. Jest ok, gdy zachowuje się zdrowy rozsądek w ilości. W pewnym momencie przesadziłam i mój organizm stanowczo odmówił tego napoju. Skurcze łydek stały się nie do zniesienia. Kawa zamiast pobudzać powodowała gonitwę myśli. Stop. Tak nie można. Mimo ogromnej ilości wiedzy, którą muszę teraz przyswajać, zrezygnowałam z jej picia. Póki co całkowicie. Ciało musi odpocząć.

Swoją przygodę z Yerba Mate rozpoczęłam parę miesięcy temu. Początki, mimo pozytywnego nastawienia, były trudne. Po prostu nie mogłam przełknąć naparu. Wykręcało buzię. Picie przez tykwę nastręczało sporo trudności. Jednak ostatanio spowrotem uśmiechnęłam się w stronę Yerby. Do suszu dodałam trochę owocowej herbaty, a do filiżanki soku malinowego. Przygotowuję już tylko w zaparzaczu. Efekt zdecydowanie do przyjęcia! :). O działaniu nie wspominając, umysł przyjemnie pobudzony, chętny na nowe porcje wzorów chemicznych, hehe.

W między czasie zdrowe przkąski, marchewka, jabłka. Lody też się pojawiają. Przerwa na krótką przejażdżkę rowerową też się znajdzie. choć z drugiej strony, ciężko potem znów się przykuć do biurka. Okazuje się, że da się funkcjonować na wysokich obrotach bez hektolitrów kawy. Wiadomo, że najlepszy jest sen. O ile jest to mozliwe dbam o odpowiednią ilość godzin, a ja uwielbiam spać! Jakie są Wasze sposoby na odświeżenie umysłu, ciała? :))

czwartek, 11 marca 2010

W tym semestrze zaczęłam przedmiot o szumnej nazwie Technologia Postaci Leku -  TPL. Wyższa technologia kończy się właściwie na nazwie zajęć. Pracujemy, jak to na moją już uczelnię przystało, w muzealnych, archaicznych labolatoriach. Ze sprzętem jest podobnie.

Nie wiem jak później mamy umieć pracować na tym normalnym;). Choć elektroniczne wagi czasem się jednak zdażają, hehe. Uczymy się robić różnego rodzaju krople, maści, czopki. Nawet fajnie sobie pomieszać różne składniki. Pracownia z wyjątkowo leniwie płynącym czasem. W końcu farmaceuta ma być przede wszystkim dokładny;).

Raz nawet zrobiło się wiosennie:))

 

poniedziałek, 18 stycznia 2010

Czas zacząć przygotowania do sesji. Wszystko inne już pozaliczałam. Pozostała mi jeszcze jedna analiza do zrobienia na laborce z chemii leków i semestr można uznać za zakończony. Łatwo nie było. Wyjątkowe nagromadzenie materiałów, kolokwiów - 18 ! A z drugiej strony wreszcie pojawiły się przedmioty ściśle związane z moim kierunkiem. Od razu inaczej się nad tym siedziało. Przede mną niby tylko dwa egzaminy : biochemia i farmakognozja. Jednak to potężne kobyłki, dlatego wskazana pełna mobilizacja. Czas odłożyć inne sprawy na bok i uporać się z pierwszym semestrem. Jeśli się uda zdać oba w p[ierwszych terminach, to będą ferie, także jest o co się starać!

środa, 06 stycznia 2010

Ciężki jest powrót na uczelnię po przerwie. Szczególnie, gdy już w pierwszym tygodniu mnóstwo do nauki... Po odpoczynku mózg paradoksalnie nie wchłania szybko wiedzy. Przyswajanie nowych rzeczy idzie mi opornie. Nie wiem gdzie podziała się moja motywacja? zapał? Przecież studia wybrałam świadomie i interesują mnie. Mam ochotę zasnąć w długi zimowy sen - choć zimę bardzo lubię... Najzwyczajniej w świecie nie chce mi się uczyć. Totalna blokada. Niestety nie mam wyjścia. Ostatnie dwa tygodnie semestru, to nie jest czas na odpuszczanie. Zaraz potem sesja. W tym roku dwa ciężkie egzaminy. Najbardziej denerwujące jest to , że nieczęsto wiedza ma decydujące znacznie o zdaniu bądź ocenie. Na mojej uczelni te dwie rzeczy rzadko idą w parze. Często jesteśmy oceniami wegług, znanego tylko prowadzącym, widzimisie. Rzetelna ocena pojawia się na pojedyńczych przedmiotach. Nie mówię tu o samym zdaniu, lecz o ocenach. Zależy mi na nich z prozaicznego powodu - finansów, które sprawią, że byłoby mi łatwiej. Muszę wydobyć siły z głębi siebie i mimo wszystko iść do przodu...

środa, 02 września 2009

Czas na zmianę miejsca do nauki nadszedł. W domu za dużo pokus i rozpraszaczy - herbatki, kawki, kanapeczki, komp, książki niekoniecznie związane z tematem :p ... Mało efektywnie. W czerwonym gmaszysku biblioteki uniwersyteckiej http://pl.wikipedia.org/w/index.php?title=Plik:Biblioteka_Uniwersytecka-Wroc%C5%82aw.jpg&filetimestamp=20090706213305 łatwiej o skupiecznie. W czytelni panuje wręcz naukaowa atmosfera. Każdy coś tam czyta i nie przychodzi na myśl robić coś innego ;)! Testowałam ją podczas letniej sesji - zdało egzamin! Poza tym wystrój - drewniane stoły, a każdy zaopatrziny w lampkę, mnóstwo regałów z książkami, wysokie pomieszczenie z dużymi oknami i starymi żyrandolami - sprawia, że czuję się trochę jak w innej bajce. I chęci troche więcej! Z czasem zaczyna się spotykać wciąż te same osoby. Potem przerwa na obiad i jadę do M. - będziemy razem rozpracowywać zagadnienia. Idzie nam dobrze, mamy wspólny styl pracy. A wieczory już tylko moje :D! Nie muszę ich dzielić z organami, z czego Z. też sie bardzo cieszy:))

wtorek, 02 czerwca 2009

Tym razem nic cudownego, aczkolwiek do przjejścia. Od jutra rusza sesja i tak już do końca czerwca. A co się z tym wiąże - kiepsko z czasem. Przede mną 4 rundy! Pierwsze na tapecie roślinki. W pokoju już wszędzie książki, kubki po kawie, herbacie i papierki po słodyczach ;)

Zatem do boju!

czwartek, 21 maja 2009

Ostatni tydzień pod znakiem botaniki, a ściślej z roślinami dwuliściennymi leczniczymi. Bokiem mi to wychodziło. Jakoś nie mam serca do nauki systematyki flory. Szczególnie, że obowiązuje nas nomenklatura łacińska, do tego surowce i substancje lecznicze. Nie do ogarnięcia. Koło udało się zdać na wymarzone trzy;) Nie wiem tylko jak będzie z egzaminem... Tak czy siak muszę je opanować. Czeka mnie również praktyczna część egzaminu - tzn. rozponawanie mikroskopowe i na żywo jakiejś roslinki. Trzeba będzie spenetrować okoliczne zbiorowiska i pooznaczać gatunki.

Podczas nauki o rodzinie Apiaceae -  selerowate natchnełam się na ciekawą informację odnośnie Marchewki zwyczajnej, a mianowicie w przeszłości występowała w najróżniejszych kolorach: białym, żółtym, pomarańczowym, fioletowym oraz tzw. tęczowym. Obecną popularność na świecie pomarańczowa marchew zawdzięcza ... Holendrom, którzy wyhodowali oraz wypromowali odmianę w ich ulubionym kolorze. Bardzo spodobało mi się to zdjęcie z wikipedi:

 

 

 Z kolei przy Asteraceae - astrowatych w zachwyt wprowadził mnie okwiat Jeżówki purpurowej (Echinacea purpurea). Wchodzi ona w skład preparatów podnoszących odporność na infekcje różnegopochodzenia. Jej lecznicze działanie nie zostało w pełni udowodnione, zapewne pełni ona wspomagającą rolę. Zdjęcia z tego samego źródła:

 

 

 

 

 ***

Poza tym mam naprawdę dobry dzień.  Właściwie bez szczególnego powodu i to chyba jest najlepsze!

wtorek, 21 kwietnia 2009

Dziś udało mi się zakończyć pracownię z chemii organicznej, wreszcie koniec smrodów!!!! Nie raz już pisałam jak źle wpływa na mnie (zresztą nie tylko) ta laborka. Gdzieś z miesiąc temu wylało mi się na rękę oleum - zrobiła się zaledwie mała kropka. Dziś całą dłoń mam w bąblach:/ Kiedyś dziewczynie stłukła się kolbka z eterem - kaszel wszystkich studentów niósł się na ulicę. Jak dobrze mieć to z głowy. Fartuch z nowego, białego zamienił się w dziurawą szmatę o różnych kolorach;) Analizy, syntezy zakończyłam dwa miesiące wcześniej. Początkowo wydawało się to zupełnie niemożliwe, a jednak:) Mnóstwo czasu traci się na czekaniu na sprzęt, odczynniki, prowadzących... Dlatego tym bardziej jestem zadowolona.

O 15 mam egzamin z historii farmacji -teraz chwilka relaksu. Mam mieszane uczucia - mnóstwo nazwisk, dat i miejsc. Sam przedmiot niezwykle ciekawy i zajmujący. Niesamowite są dzieje medycyny i farmacji. Tak wiele substancji i sposobów leczenia znano już w starozytności. Jednak często na kilka wieków zapominano o nich. Ciekawa była opieka lekarska w starozytnych Chinach. Bogatsze domy miały swojego lekarza, płaciły im dopóki byli zdrowi. Gdy któryś z domowników zachorował medyk niedostawał pensji. Daltego mieli bardzo dobrze rozwiniętą profilaktykę. Zobaczymy jak mi pójdzie?

czwartek, 19 marca 2009

Tydzień intensywny pod każdym wzgledem zarówno fizycznym jak i umysłowym. Pierw dwa koła, jedno do przodu, drugie niestey... Bywa:) Nie miałam totalnie ochoty na nauke, więc sobie odpuściłam. Pytania się nie powtórzyły. Za to dzisiejszy w-f boski! Co prawda prowadzący dał nam wycisk, lecz cudownie poczuć własne ciało. Nawet lubię zmęczyć się fizycznie, tak porządnie, by na drugi dzie były zakwasy. Paradoksalnie czuję się mniej zmęczona "na duszy". Całe napięcie z tygodnia schodzi... Ulatuje przez pracę mięśni. Nie należe do sportowczyń, we wszelakie gry z piłką jestem beznadziejna. Lubię grać jedynie z przyjaciólmi, gdzie mogę się nie przejmować swoim pokractwem. Najlepsze do tego są wakacje! Bezstresowa aura...

Pisałam jakiś czas temu o okienkach w moim planie, można sie przyzwyczaić. Jednak wczoeraj moja cierpliwość została wystawiona na ciężką próbę. Czekałam na kolejne zajęcia ok. trzy godziny. Okazało się, że prowadąca nie przyszła. Oczywiście nie mogli wywiesić kartki lub w inny sposób dać znać, że nienieckiego nie będzie. Nie żebym tak pragneła tak tego języka. Mieszkam daleko od uczleni, nie opłacało mi się wracać do domu... Zaraz po niemieckim mam korki, więc z racji jego braku znów póltorej godziny się wałęsałam. Męczące chyba bardziej od zajęć. W międzyczasie wsiadłam jeszcze nie w ten tramwaj co trzeba. Aż klnełam pod nosem, kiepski dzień...eh:/ Naszczęście dziś mam lepszy nastrój :)

Wieczorem idziemy z Z. oglądać kolejne M. Oj jak bysię już chciało na swoim.... Ale to inna bajka, nie na teraz.

Online Casino
statystyka