Kategorie: Wszystkie | co mi w duszy gra | codzienność | fascynacje małe i duże | filmowo | książkowo | muzycznie | studia | wyjazdowo
RSS

fascynacje małe i duże

czwartek, 24 stycznia 2013

Patrząc na tytuł mojego posta, uśmiech pojawia się na mojej twarzy. Ja i bieganie?! A do tego wszystko Pani Zima. Śmiech na sali. Nigdy nie byłam fanką biegania, o nie. To męczące, mam astmę. No nie, to nie dla mnie.

Pierw jesień, potem zima. Nic odkrywczego. Z domu się wychodzić nie chce. Tym razem miałam ochotę przerwać ogólny marazm i niemoc ciemniejszych pór roku.  Kondycha maleje. A tego to już bardzo nie lubię. Ponoć dla chcącego nic trudnego. Opcją na pewno są wszelkiego rodzaju fitnesy. Nie raz uczęszczałam na takie zajęcia. Jednak teraz coś czułam, że potrzebuję czegoś innego...

Tak się narodziła myśl, by założyć odpowiedni strój i biegać. Mimo wszystko. Po drodze udało się odbyć parę mądrych rozmów. Okazało się, że miałam totalnie mylne pojęcie, jak dobrze rozpocząć treningi. Przede wszystkim powoli. To ma być truchcik. Tempo umożliwiające rozmawianie i swobodne oddychanie. Druga kwestia, to czas. Już 10 minut, co drugi dzień przynosi efekty. Tak, to działa:). Sama teraz czuję, że wydolność się zwiększa. Po takiej eskapadzie przybywa sił i humoru. Nie ma lepszej motywacji! :)

Polecam ciekawy cykl artykułów gazety Polskabiega.sport.pl. :))

niedziela, 29 lipca 2012

Czas na herbatę jest dla mnie zawsze. Zaraz po wstaniu. W porze lunchu i obiadu, a i wieczorem mam chęć. Gdy mam dobry i zły humor. W domu, pracy i w kawiarni. Herbata towarzyszy mi przez cały dzień. Kawa też, lecz zdecydowanie ta pierwsza ma pierwszeństwo. Lubię zwykłą czarną z cytryną, zieloną z różnymi dodatkami, białą oraz owocową (tylko taką prawdziwą, a nie mieszankę hibiskusa z jabłkami i aromatami). Obowiązkowo duży kubek, filiżanka czasami. 

Powszechnie jest znany stereotyp, iż w Anglii pije się mnóstwo herbaty. Byłam bardzo ciekawa, jak to właściwie jest. Mam okazję się przekonać, że to nie tylko kolejna anegdotka o Brytyjczykach. :)

Obserwacje oraz rozmowy jasno to potwierdzają. Herbatę kochają! :)) Teraz pytanie jaką? Większość jednoznacznie odpowiada, iż czarną, najzwyklejszą i oczywiście z ... mlekiem.

To połączenie nie wydawało mi zbyt korzystne. Gdy pierwszy raz mi je zabronowano, przyjęłam je z grzeczności i ciekawości. Nie powaliło mnie na kolana, nie odrzuciło. Po jakimś czasie na kolejnej przerwie w aptece z powodu braku kawy, stwierdziłam, iż znów spróbuję. Tym razem spotkanie zaskakująco miłe. Taka herbata dodaje sporo energii na dalszy dzień pracy. Z kawy i klasycznej herbaty z cytryną nie zrezygnuje, ale to połączenia naprawdę mi pasuje.  Myślę, że będzie się sprawdzać szczególnie w gorszą pogodę.  :))

 

piątek, 11 czerwca 2010

Robię kawę w ulubionej filiżance. Otwieram dżwi. Biorę ze sobą książkę i siadam przy stoliku. Zamykam oczy i słucham ptaków. Nisko dziś latają. Widziałam jaskółki, czyżby zapowiada się na deszcz? Wącham. W czerwcowe wieczory maciejka rozpościera swoją woń... Wreszcie czuję odprężenie po długim dniu, po ciężkich ostatnich dwóch tygodniach. Jest spojnie. Na niebie kilka obłoczków. Już nie tak gorąco, że nie da się wytrzymać. Lubię tą moją oazę w środku miasta. Mowa o balkonie. Przyjemnie jest obserwować rośliny, które na początku wiosny były tylko nasionkami. Małymi. Codzienne podlewanie daje efekty. I pomysleć, że kiedyś szczytem botanicznym u mnie były kaktusy :D. Zobaczymy na jak długo starczy mi zapału. Zapraszam. :)

sprawczyni powalającego zapachu - maciejka...

Świeża bazylia do pomidorków...

... które niebawem się pojawią :D


 

piątek, 19 marca 2010

Co prawda dopiero drugi dzień cieplejszy, a na duszy i w głowie już pozytywniej! Ostatnie dni były dla mnie ciężkie, ciągle chciało mi się spać. Teraz jeszcze nie jest w zuepłności dobrze, ale zdecydowanie lepiej. Od razu naszła mnie ochota na wycieczki, najlepiej rowerowe! W tamtym roku Gazeta Wyborcza prowadziła ciekawą akcję o tytule Rower to jest świat!. Nie orientuję się, czy tylko lokalnie na Dolny Śląsk, czy w całej Polsce. Miała na celu poprawę sytuacji rowerzystów we Wrocławiu. Poruszane były różne problemy takie jak możliwość zostawienia roweru, wypożyczalnie, czy ścieżki w mieście. Choć ja dziś nie o tym. Co sobotę był dodatek tzw. rowerownik z ciekawymi trasami w moim województwie (np. okolice Trzebnicy i KocieGóry). Pomysł świetny! Nie sądziłam, że tyle jest interesujących rejonów, gdzie można dotrzeć na przykład pociągiem, a dalej już jednośladem. Lubię takie opcje. Nie mam najlepszej kondycji i nie przepadam za jeżdżeniem ruchliwymi ulicami. Także fajną opcją jest dojechać do małej mieściny, lasu PKP. Tam już się napawać przyrodą. To jest dla mnie najlepsze w rowerowych przygodach. Do tego przerwy na piknik, ognisko - pycha. Wszystkie numery zachowałam i mam nadzieję je dalej wykorzystywać. Przyznam się, że mimo mnogości propozycji mało zobaczyłam. Jakoś się nie składało. Był to czas zdecydowanie czym innym pochłonięty. Poza tym, tam sporo tras w górach, a to odpuszczam. Ale teraz? Tylko rower trzeba sobie sprawić. Nie mam dużo wymagań. Parę przerzutek i oby nie był za ciężki. Jest już gdzie trzymać. :))

Parę dni temu natchnęłam się na gazecie na ciekawy artykuł Ścieżki rowerowe zamiast torów? . To dopiero mogłoby być ciekawe. wydaje mi się, że kiedyś Obiezy_swiatka o czymś podobnym pisała. Nie mogę znaleźć tego jej wpisu. Może pomożesz? Chyba, że się mylę;).

A jak jest ze ścieżkami, trasami w Waszych okolicach? Gdzie najbardziej lubicie jeździć?

środa, 29 kwietnia 2009
 
Zaraz lecę na kolejne kolokwium tego tygodnia. Jestem pod dużym wrażeniem filmu "Vichy Christina Barcelona" przede wszystkim pod względem muzycznym. Zresztą sami posłuchajcie... Oderwałam się na chwilę od kieraciku w jaki wpadłam, nauki będzie dużo chyba już do sesji... 
sobota, 25 kwietnia 2009

Weekend zapowiada się pełen relaksu, nauki minimum, jedna godzina korepetycji i chata wolna;) Z. oczywiscie na zajęciach. A ja? Udam się na targ, trza wreszcie jakiś obiad zjeść. W tygodniu często brakuje na to czasu... Dziś mam nawet kulinarną wenę. Skończę kwietniowe "Zwierciadło" i po prostu będę w domu.

Moja bazylia z ziołowego ogrodu pięknie rośnie! Lubię przypatrywać się zmianiom jakie zachodzą. Udało się wychodować od nasion - mam nadzieję, że niebawem będę mogła ją schrupać.  :)) Doniczki ceramiczne ozdobiłam techniką decu. Jestem zadowolona z efektu. Fajnie stworzyć coś od początku, moje nowe hobby daje mi duże ukojenie i oderwanie od chemii. Myślę, że każdy potrzebuje czegoś tylko dla siebie. Swojego małego terytorium dla higieny duszy.

 

 

 


 

poniedziałek, 16 lutego 2009

Jak już pisałam, ostatanio zafascynowała mnie technika decoupage - przyjklejanie serwetek. Popełniłam dwie prace. wiadomo od profesjonalnych się różnią, ja ze swojego "dzieła" jestem zadowolona :)) Pierwsze było zwykłym przeźroczystym pudełkiem, natomiast drugie - drewniane, niepomalowane lusterko. Wyszło tak :

 

 
 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

***

Online Casino
statystyka