filmowo

sobota, 10 lipca 2010

Malownicze Sudety. Niewielkie miasteczko otoczone górami i oddalone od najbliższej, wielotysięcznej miejscowości, o 20 km. Z dala od problemów wielkiego świata, Ela (Ilona Ostrowska), samotna matka kilkuletniego chłopca, pracuje w zakładach mięsnych i opiekuje się schorowaną matką. Ela stawia czoła wszelkim przeciwnościom losu i wbrew otaczającej ją szarej codzienności jest szczęśliwa. Uwielbia gotować, a jeszcze bardziej - wymyślać przepisy. Do pełni zadowolenia brakuje jej tylko miłości. Kiedy pojawia się Mirek (Przemysław Sadowski), syn lokalnego sędziego, zdaje jej się, że droga do raju w końcu stanęła otworem. Tylko czy w tak małym świecie znajdzie się miejsce dla dużej miłości?

Po takim opisie można spodziewać się kolejnej cukierkowej komedii romatycznej. Nic bardziej mylnego. Również miłośnicy szybkich zwrotów akcji nie znajdą tu wiele dla siebie. Film toczy się spokojnym rytmem. Co nie oznacza, że wieje nudą. O owym gotowaniu za wiele nie ma, dla mnie to na plus. Bardziej liczy się to, iż każdy może mieć pasje, ambicje - niezależnie od wykształcenia, czy miejsca w życiu, w którym się akurat znajduje. Polubiłam główną bohaterkę. Potrafi odnaleźć się w trudnej sytuacji, mimo chwilowych zwątpięń idzie dalej. Jest przy tym pogodna i zwyczajnie dobra. Z podniesioną głową i szacunkiem dla siebie. Strara się tworzyć ciepły dom dla synka, nie zapominając przy tym o sobie. Jak wiele kobiet poświęca się rodzinie i traci swoje marzenia? Nikomu to nie przynosi korzyści...

Czasem przewidywalny, to nic. Myślę, że wiernie oddaje realia życia w małych miasteczkach. Gdzie los mieszkańców zależy od jednej, większej fabryki.Pokazuje, że można żyć zgodnie z sobą, nie krzywdząc przy tym innych. Sceneria Sudetów dodaje uroku.

Film obejrzeliśmy na tej stronie.

sobota, 30 stycznia 2010

Oczekiwany, nagłaśniany. Zazwyczaj filmy wokół których jest spory szum odpychają mnie. Nie mam ochoty biec do kina, mimo, że wcześniej takową posiadałam. Na szczęście jest sesja i nie dociera do mnie za dużo. Słyszałam to i owo, ale bez szaleństwa.

Musical to specyficzny rodzaj kina. Nie każdy go lubi. Wyśpiewane historie, taneczne show nie wszystkich bawią. Mnie tak. Dlatego z przyjemnością poszłam na ten film.

Guido, reżyser w średnim wieku ma nakręcić film. Machina ruszyła. Producent wszystko załatwia. Stroję się szyją. Trwają castingi. Konferencje prasowe wypełnione po brzegi dziennikarzami. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, iż nasz główny bohater nie ma pomysłu na swój film. Scenariusz nie istnieje. On sam przeżywa poważny kryzys. Nie wie czego chce. Czuje się chory fizycznie i nie tylko…. Postanawia wyjechać, uciec od całego szumu wokół własnej osoby i filmu. W hotelu melduje się pod pseudonimem, choć i tak od razu zostaje rozpoznany. Miota się. Ekipa filmowa odnajduje go i postanawia mu stworzyć warunki do pracy. Tylko co z tego? W jego myślach i na ekranie przewijają się wszystkie jego kobiety życia. Każda wnosi coś innego w jego historię… Zdradzona żona Luisa Marion Cotillard), kochanka Carla ( Penelope Cruz), zjawiskowa muza Claudia (Nicole Kidman), prowokująca dziennikarka Stephanie (Kate Hudson), prostytutka Saraghina (Fergie), wierna przyjaciółka Lily (Judi Dench) oraz chyba najważniejsza kobieta w życiu każdego Włocha – matka (Sophia Loren)… Wszystko to w pięknej oprawie muzycznej i tanecznej.

Dużym minusem według mnie jest język. Gdy akcja filmu toczy się we Włoszech, najlepiej odczułoby się atmosferę filmu z rodowitą mową. Język angielski zepsuł mi odbieranie tego widowiska. Zbyt amerykańskie. . wiem, że to ich produkcja, ale widziałabym takie historie w innej oprawie.

Refleksja nasuwająca się po wyjściu z kina jest oczywista. Nikt nic za nas nie zrobi. Za wszystko jesteśmy od początku do końca odpowiedzialni. Jeśli samemu sobie nie pomożemy, to nikt nam nie pomoże. Nie warto czasem na siłę podejmować się różnych zadań, tylko dlatego, że czegoś oczekują od nas inni.

Cieszę się, że na nim byłam. Stosunkowo rzadko pojawiają się takie gatunki filmowe w kinach. Starałam się nie porównywać do ukochanego Chicago, szukać podobieństw i różnic. Z kina wyszłam zadowolona, lecz szału nie ma…

plakat ze strony: www.stopklatka.pl

Online Casino
statystyka